Reklama

Ucho

Niedziela Ogólnopolska 13/2013, str. 48-49

ALEKSANDRA POLEWSKA

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Malchus miał największe uszy w całej Jerozolimie i jakby tego było mało, najbardziej odstające w całym owym niezwykłym mieście. Kiedy był małym chłopcem, dzieci naśmiewały się z nich bezlitośnie. Chichocząc, opowiadały sobie, że rodzice Malchusa musieli poszerzyć drzwi wejściowe do domu, bo inaczej ich syn nie mógłby ani z niego wyjść, ani do niego wejść, gdyż jego imponujące uszy całkowicie by mu to uniemożliwiły. Albo że chłopiec sypia pośrodku trzyosobowego łóżka, po którego lewej stronie nocą spoczywa jego lewe ucho, a po prawej - prawe. Dowcipów, jakie opowiadano o uszach naszego bohatera, nikt nie był w stanie policzyć, nikt również nie zdołał nigdy zliczyć łez, które wylał chłopiec, cierpiąc z powodu dokuczliwych rówieśników. Pewnego dnia jednak Malchus stwierdził, że dość już się napłakał i że więcej nie pozwoli na to, by się naśmiewano z jego uszu. Odtąd każdy, kto choćby zbyt długo przyglądał się jego uszom, w najlepszym wypadku obrywał od Malchusa porządnego kopniaka. A jeśli komuś przychodziło do głowy nazwać chłopca Uszatkiem albo Wielkim Motylem, który w upalny dzień może wachlować innych własnymi uszami i w ten sposób zarabiać na życie - obrywał tak bardzo, jak mógłby oberwać od całej bandy miejscowych łobuzów.

Reklama

Lata mijały, Malchus rósł i stawał się z każdym rokiem silniejszy, a mieszkańcy Jerozolimy przestali z czasem mówić o nim jako o właścicielu największych uszu w Świętym Mieście, a zaczęli nazywać go Najtwardszą Pięścią Jeruzalem. Ponieważ nasz bohater nauczył się w dzieciństwie świetnie bić i nie tylko nikogo się nie bał, ale potrafił wzbudzać w innych przerażenie groźnymi minami, jakie robił, gdy tylko osiągnął dorosłość został strażnikiem świątyni jerozolimskiej.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Tajemnicze pojmanie

Pewnego wiosennego czwartku nasz osiłek przejrzał się w tafli wody, popatrzył na swoje wciąż odstające uszy i zrozumiał, że gdyby nie one, nie byłby tym, kim jest. - Gdybym urodził się z normalnymi uszami i dzieci nie dokuczałyby mi z ich powodu, nigdy nie nauczyłbym się bronić, nie nauczyłbym się zadawać celnych ciosów, nigdy nie stałbym się tak silny. Gdybym miał zwyczajne uszy, byłbym dziś może ostatnim fajtłapą, który drżałby na widok swojego cienia. A tak boją się mnie dziś nawet rzymscy żołnierze! - Malchus uśmiechnął się szeroko do swojego odbicia w wodzie. Po raz pierwszy przyjrzał się swym uszom z sympatią. - Lubię was - rzekł, zerkając raz na lewe, raz na prawe ucho. - Trochę przez was pocierpiałem, ale gdyby nie wy, byłbym dziś kompletnym ciamajdą!

I wtedy właśnie podszedł do Malchusa przełożony strażników świątyni. - Dziś wieczorem - powiedział - będziesz nam bardzo potrzebny. Musimy pojmać pewnego bardzo groźnego przestępcę. Malchus spojrzał na swojego szefa nieco zdziwiony. - Dlaczego akurat wieczorem? - zapytał. - Przecież kiedy mamy kogoś aresztować i doprowadzić do więzienia, robimy to w ciągu dnia. Przełożony spojrzał na niego poważnie i rzekł ściszonym głosem: - To bardzo groźny przestępca i jego pojmanie musi się odbyć w całkowitej dyskrecji. Dlatego pójdziemy po niego po zmroku.

Reklama

Po zachodzie słońca Malchus wraz z innymi strażnikami ruszył w kierunku ogrodu Getsemani, bowiem - według tajnego informatora o imieniu Judasz - właśnie tam przebywać miał człowiek, którego mieli pojmać. W drodze do Getsemani Judasz wyjaśnił strażnikom, że wskaże im przestępcę, całując go w policzek na powitanie. Chwilę później w jednej z grot ogrodu Malchus zobaczył grupkę mężczyzn, którzy wcale nie wyglądali na bandytów. Judasz ruszył ku jednemu z nich i przywitał się, całując go w policzek. Dla Malchusa był to znak, że bezzwłocznie ma dopaść wskazanego człowieka i natychmiast go obezwładnić. I rzeczywiście, błyskawicznie ruszył ku niemu, ale gdy zobaczył jego twarz, zamarł w bezruchu.

To musi być jakaś straszna pomyłka

Reklama

Stał przed nim sam Jezus z Nazaretu, o którym mówiono w Jerozolimie, że jest wielkim prorokiem. Niektórzy szeptali nawet, że to sam Syn Boży, sam Mesjasz, którego Bóg obiecał zesłać. Jezus był najlepszym człowiekiem, jakiego Malchus kiedykolwiek widział. Mało tego, był tym, który uzdrowił z ciężkiej choroby jego sąsiada. Z całą pewnością nie był groźnym przestępcą. - To musi być jakaś straszna pomyłka - szepnął do swojego przełożonego. - Ten Nazarejczyk muchy by nie skrzywdził! Szef strażników świątyni rzucił Malchusowi nieznoszące sprzeciwu spojrzenie i syknął: - Natychmiast masz go pojmać! - A więc to jakiś spisek! - odparował Malchus, patrząc odważnie w oczy przełożonego. Sekundę później spojrzał na Jezusa i zrobiło mu się potwornie wstyd, że przyszedł po Niego z grubym, twardym drągiem w dłoni, którym zwykł okładać aresztowanych przez siebie łotrów. A Jezus patrzył na niego tak, jak gdyby czytał w jego myślach. Jakby mówił: „Nie wiń się, Malchusie, znam twoje serce i wiem, że nie chcesz zrobić mi krzywdy”. Siłaczowi nagle przyszło do głowy, że owego legendarnego już drąga mógłby użyć w zupełnie inny niż dotychczas sposób. Mógłby ocalić Jezusa, mógłby rzucić się na strażników, a niewinnemu Nazarejczykowi kazać uciekać. Z pewnością dałby sobie radę. Był przecież niczym utalentowany gladiator. Jego gorączkowe rozmyślania przerwał trzask wyciąganego z pochwy miecza i świst rozcinanego tuż przy swojej głowie powietrza. Sekundę później poczuł straszny ból ucha.

Cud

Gwałtownie uniósł do niego dłoń i z przerażeniem odkrył, że jego ucho zostało odcięte. Zupełnie osłupiał. Nie rozumiał, co się dzieje. Stał przed nim potężnie zbudowany brodacz, a jego oczy przypominały dwa płomienie gniewu. Musiał być przyjacielem Jezusa i najwyraźniej był też jego obrońcą. Zrobił to, nad czym Malchus zbyt długo się zastanawiał. Gdyby nie owo odcięte ucho, Malchus pomógłby teraz brodaczowi oswobodzić Jezusa, ale rana okropnie krwawiła i sam potrzebował natychmiastowej pomocy. Jezus spojrzał na walecznego przyjaciela z lekkim wyrzutem. Wcale nie zamierzał bronić się ani uciekać. - Schowaj miecz do pochwy, Piotrze - rzucił, ruszając w kierunku Malchusa. - Nie wiesz, że kto mieczem wojuje, od miecza ginie? - Nim skończył wypowiadać te słowa, podniósł z ziemi odcięte ucho i przyłożył je do rany. Ból natychmiast ustąpił, a Malchusa ogarnął nieznany mu dotąd pokój. Po krótkiej chwili Jezus zdjął rękę z jego skroni, a po ranie nie było śladu. Zupełnie jakby Piotr nigdy nie dotknął Malchusa swym mieczem. Malchus był pewien, że żołnierze rzymscy, widząc ów cud, natychmiast uwolnią Nazarejczyka, przekonani, że Jego aresztowanie to jakieś straszliwe nieporozumienie. Ale nic podobnego nie nastąpiło, popchnęli Jezusa brutalnie, a szef strażników świątyni zagroził Malchusowi, że jeśli komukolwiek piśnie choćby słowo o cudzie, zostanie natychmiast wtrącony do więzienia.

Reklama

Malchus nie mógł pogodzić się z aresztowaniem niezwykłego Nazarejczyka. Gdy odstawiono Jezusa do celi, nie poszedł do domu, tylko wrócił do ogrodu Getsemani, gdzie pośród rozłożystych drzew oliwnych dostrzegł zarys czyjejś postaci. - To pewnie któryś z uczniów Jezusa - pomyślał Malchus i ruszył ku owej tajemniczej postaci. Ona jednak, dostrzegłszy go, zaczęła znikać. - Zaczekaj! - prosił. - Jesteś Jego uczniem, prawda? - Jestem aniołem - usłyszał w odpowiedzi. - Zstąpiłem z nieba, by Go pocieszać, kiedy się tu modlił. - A czy możesz pocieszyć także mnie? - Malchus spojrzał błagalnie na anioła. - Przecież to aresztowanie jest takie niesprawiedliwe, sam przyłożyłem do niego rękę, a teraz nie wiem, co robić! Zwłaszcza że Jezus przywrócił mi moje odcięte ucho! Ale anioł popatrzył tylko smutno na Malchusa i rozpłynął się w nocnym powietrzu.

Droga na Golgotę

W piątek rano Jezusa przesłuchiwano, biczowano, upleciono dla Niego koronę z gałęzi cierniowych i wciśnięto Mu na głowę. Malchus obserwował to wszystko z rozdartym sercem. Nie mógł sobie wybaczyć, że poprzedniego wieczoru zamiast bronić i uwolnić Nazarejczyka, wziął udział w Jego aresztowaniu. Obiecał sobie, że jak tylko Jezus zostanie uwolniony, on porzuci służbę w straży świątyni i do końca swego życia będzie towarzyszył Cudotwórcy, który uleczył jego ucho, zostanie Jego dożywotnim, osobistym ochroniarzem. Wszystko wskazywało na to, że Jezus zostanie uwolniony. Malchus wiedział, że pojmano i ubiczowano Nazarejczyka z powodu zawiści niechętnych Mu dostojników żydowskich. Kiedy dowiedział się, że namiestnik cesarski Piłat z Pontu pozwolił na to, by lud Jerozolimy zdecydował o losie Jezusa, był niemal pewien, że wszystko dobrze się skończy, bo przecież mieszkańcy miasta wiedzieli, że Jezus to człowiek Boży, i nigdy nie przyszłoby im do głowy skazywać Go na więzienie czy śmierć krzyżową. Tymczasem kilkanaście minut później okazało się, że Malchus okrutnie się pomylił. Jego ziomkowie nieoczekiwanie dla niego zażądali uwolnienia niejakiego Barabasza, a dla Jezusa wybrali karę ukrzyżowania. Malchus był zupełnie załamany. Jedyne, co mógł zrobić dla Jezusa, to towarzyszyć Mu w drodze na Golgotę, gdzie miał zostać przybity do krzyża.

Anioł szepce do ucha

W nocy z soboty na niedzielę nasz strażnik świątynny został wezwany do pomocy przy aresztowaniu bandy groźnych rozbójników. Gdy już wszystkich rzezimieszków pojmano, związano i prowadzono w kierunku więzienia, zaczynało świtać, a wtedy nieoczekiwanie na drodze pojawiła się znana Malchusowi z ogrodu Getsemani charakterystyczna postać anioła. Ujrzeli ją wszyscy: i strażnicy, i ich pomocnicy, i aresztowani przestępcy. I wszyscy strwożyli się na jego widok. Anioł tymczasem spokojnie wszedł między nich, podszedł do Malchusa i zapytał z tajemniczym uśmiechem: - Czy nadal chcesz, bym cię pocieszył? Pytany kiwnął twierdząco głową, bo od dnia ukrzyżowania niezwykłego Nazarejczyka był przygnębiony jak nigdy wcześniej. Anioł zbliżył usta do jego ucha, tego, które uleczył Jezus, coś szepnął i zaraz zniknął. - Co on ci powiedział? - chciał wiedzieć przełożony strażników świątyni. - Że Jezus żyje, że właśnie wyszedł z grobu, do którego Go złożono! - Malchus nie dowierzał własnym słowom, ale w jego oczach rozbłysła ogromna radość. Tymczasem jego szef rozgniewał się nie na żarty, chwycił Malchusa za gardło i patrząc mu z wściekłością w oczy, wycedził przez zaciśnięte zęby, że jeśli komukolwiek opowie o pojawieniu się anioła, nie tylko zostanie wtrącony do więzienia, ale do końca życia z niego nie wyjdzie. Tyle że Malchus ani trochę się już tym nie przejął. Gdy rozbójników zamknięto w celi, ruszył dziarskim krokiem do miasta na poszukiwanie uczniów Zmartwychwstałego, postanowił bowiem jak najszybciej przyłączyć się do ich grona.

2013-03-25 12:11

Oceń: +2 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papieski jałmużnik: priorytetem Leona XIV jest Chrystus

2026-07-13 15:11

[ TEMATY ]

Jezus Chrystus

Leon XIV

Vatican Media

We wrześniu Leon XIV uda się do Francji

We wrześniu Leon XIV uda się do Francji

Priorytetem tego pontyfikatu jest Chrystus - uważa papieski jałmużnik abp Luis Marín de San Martín. Jest on jednym z najbliższych współpracowników Papieża. Należy do tego samego, co Leon XIV zakonu augustianów. Znają się zatem od wielu lat. Na tej podstawie zapewnia, że osią obecnego pontyfikatu będzie Chrystus: Żyć w Chrystusie, utożsamiać się z Chrystusem i dawać świadectwo o Chrystusie.

Abp de San Martín podkreśla, że to właśnie z tego chrystocentryzmu wynika też misyjne nawrócenie Kościoła, do którego dąży Leon XIV. „Jest bowiem oczywiste, że jeśli żyjemy w Chrystusie, odczuwamy pilną potrzebę ukazywania Go i przekazywania Go innym. Każdy, kto żyje w Chrystusie, nieuchronnie odczuwa impuls misyjny, ewangelizacyjny, powołanie do bycia świadkiem zbawienia pośród świata” - mówi prefekt Dykasterii ds. Posługi Miłosierdzia w wywiadzie dla portalu Omnes.
CZYTAJ DALEJ

Św. Kamil de Lellis

Niedziela sosnowiecka 34/2003

[ TEMATY ]

święty

martyrologium.blogspot.com/

Św. Kamil de Lellis, założyciel Zakonu Ojców Kamilianów. Urodził się 25 maja 1550 r. Rodzice przyjęli narodziny syna z radością, ale i z niepokojem, którego powodem był sen matki. Ujrzała chłopca stojącego na czele grupy rówieśników. Każdy z chłopców nosił na piersi czerwony krzyż. Takim krzyżem znaczono przestępców skazanych na karę śmierci. W wieku 17 lat Kamil poszedł wraz z ojcem na wojnę z Turkami. Nie trwało to długo, obydwu złamała choroba. Po śmierci rodziców jeszcze kilkakrotnie zaciągnął się do wojska, jednak wszystkie zarobione pieniądze tracił, uprawiając hazard. Taki styl życia doprowadził go do skrajnego ubóstwa. Pracując przy budowie klasztoru w Manfredonii, spotkał się po raz pierwszy z życiem zakonnym. Wtedy nastąpiło jego nawrócenie i radykalna odmiana życia. Wkrótce Kamil otrzymał upragniony habit franciszkański. Jednak zaniedbana rana na nodze otworzyła się na nowo i Kamil zmuszony był poddać się leczeniu. W szpitalu św. Jakuba w Rzymie spotkał się z ludzką niemocą i cierpieniem. Doświadczenie to spowodowało, że w 1586 r. założył Stowarzyszenie Sług Chorych, a papież Sykstus V nadał towarzystwu przywilej noszenia na zakonnym habicie czerwonego krzyża. 21 września 1591 r. papież Grzegorz XIV podniósł Towarzystwo do rangi Zakonu i nadał mu nazwę: Zakon Kleryków Regularnych Posługujących Chorym.
CZYTAJ DALEJ

Aż 380 milionów chrześcijan prześladowanych na całym świecie

2026-07-14 15:20

[ TEMATY ]

prześladowania chrześcijan

Adobe Stock

Na całym świecie prześladowanych jest 380 milionów chrześcijan - wynika z najnowszego raportu amerykańskiej organizacji International Christian Concern (ICC). „Musimy im towarzyszyć” - przypominają autorzy dokumentu, podkreślając, że wierzący wciąż są bici, więzieni lub zabijani tylko dlatego, że są chrześcijanami. Raport oskarża międzynarodową społeczność o obojętność na ich los.

Opublikowany 7 lipca Globalny Indeks Prześladowań 2026 stanowi szczególnie dobrze udokumentowany przegląd prześladowań chrześcijan w ponad dwudziestu krajach. Liczby, świadectwa i analizy zbiegają się w jednym wniosku: podczas gdy wolność religijna kurczy się na wszystkich kontynentach, przemoc wobec chrześcijan nadal narasta w atmosferze obojętności ze strony społeczności międzynarodowej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję