Reklama

Wiadomości

Sieroty ekonomiczne

Termin „eurosieroty”, używany na określenie sieroctwa społecznego, wszedł na stałe do polskiej terminologii po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej.
Oznacza dłuższy brak w wychowaniu dziecka jednego lub dwojga rodziców.
Jakie skutki społeczne i psychiczne wywołuje takie sieroctwo?

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Wyjazdy na saksy do krajów Zachodu zawsze były popularne w Polsce. Standardy życia u nas i w rozwiniętych krajach Europy oraz Stanów Zjednoczonych różniły się zasadniczo. Furtką do lepszego życia był wyjazd z Polski i praca umożliwiająca godziwe zarobki, które były skrupulatnie odkładane na inne życie w Polsce. Wyjazdy te były jednak obwarowywane murem przepisów często niemożliwych do pokonania. Dla wielu paszport do raju ekonomicznego pozostawał w strefie marzeń. Sytuacja zmieniła się z chwilą wstąpienia Polski do Unii Europejskiej i otwarcia granic. Rozpoczęła się masowa emigracja Polaków za chlebem. Ponad 2 mln rodaków znalazło się na obczyźnie. Niektóre emigracje są tymczasowe, ale wielu Polaków zbudowało swój nowy dom poza granicami ojczyzny. Prof. Krystyna Iglicka-Okólska, rektor Uczelni Łazarskiego, przewiduje, że w ciągu pięciu lat z kraju wyjedzie kolejne 500-800 tys. osób. Gus-owskie dane wykazują, że ponad rok przebywa za granicą ok.1,6 mln Polaków. Jesteśmy w czołówce euroimigrantów. Coraz częściej mamy do czynienia z eurosieroctwem. MEN zdefiniował to zjawisko jako dekonstrukcję głównych zadań rodziny, a składa się na to: przekazywanie wartości kulturowych, wspieranie emocjonalne, nauka życia w społeczeństwie. Za kluczowy okres budowania pierwotnej więzi z rodzicami uważa się pierwsze trzy lata życia dziecka. To wówczas powstaje bezpieczeństwo emocjonalne oparte na miłości i bliskości rodzica. A jest to podstawa prawidłowych więzi społecznych w przyszłych latach życia dziecka, a później – dorosłego człowieka.

Sieroty społeczne

Reklama

Przeważnie na wyjazd zarobkowy decydują się mężczyźni, ale coraz częściej dom rodzinny opuszcza matka, zostawiając dzieci pod opieką ojca. Prawdziwy problem jest jednak wtedy, gdy i ojciec, i matka wyjeżdżają za granicę, pozostawiając dzieci pod opieką dziadków, wujków, ciotek, przyjaciół, a nawet – w skrajnych sytuacjach – umieszczając dzieci w placówce wychowawczej.
Fundacja Prawo Europejskie po raz pierwszy przeprowadziła badania dotyczące eurosieroctwa w 2008 r. Już pięć lat temu doliczono się 110 tys. takich dzieci. Badaniami zostały objęte jedynie dzieci pochodzące z rodzin patologicznych, dotkniętych biedą, przemocą społeczną, mających problemy z wymiarem sprawiedliwości, zarejestrowanych w poradniach pedagogicznych. Dlatego szacuje się, że rzeczywista liczba eurosierot jest dużo wyższa.
Według statystyk, bez ojca wychowuje się 9 tys. chłopców i dziewczynek, bez matki – 2, 5 tys., a bez obojga rodziców – 8 tys. W 2007 r. z powodu wyjazdu rodziców aż 1299 dzieci trafiło do domów dziecka. Najwięcej dzieci dotkniętych tego rodzaju sieroctwem jest w województwach: zachodniopomorskim, świętokrzyskim i dolnośląskim. Bardzo dużo osób wyjeżdżających do pracy na Zachód pochodzi z województw: warmińsko-mazurskiego, podkarpackiego, podlaskiego.
– Zięć stracił pracę kilka lat temu – mówi pani Halina z małej wioski w woj. zachodniopomorskim. – W pobliskim mieście zlikwidowali zakład. Ludzi wyrzucili na bruk. Zięć to taka złota rączka. Potrafi wszystko zrobić, toteż początkowo na brak roboty nie narzekał. Ale gdy ludzie zbiednieli, zlecenia trafiały się rzadko. Córka od kilku lat nie pracuje, chyba że dorywczo – ot tak, komuś posprzątała, dziecka przypilnowała. Ostatnio nie było z czego żyć. Zięć wyjechał dwa lata temu do Holandii. Kilka miesięcy temu ściągnął tam moją córkę. Zgodziłam się zaopiekować trójką ich dzieci. Ania ma 12 lat i trochę mi pomaga przy młodszych dzieciakach, bo Michaś i Marzenka to jeszcze drobiazg – 3 i 5 lat. Jest mi bardzo ciężko, bo sama mam 75 lat, a mój mąż – 80. Ale nie mogliśmy odmówić pomocy dzieciakom i pozwolić, aby z głodu umarły. Dzieci bardzo tęsknią za rodzicami. Gdy córka przyjechała na święta, Michaś nie poznał mamy i uciekał od niej z płaczem, a Marzenka niedawno prosiła, aby mogła do mnie mówić „mama”. Ania ma gorsze stopnie w szkole, bo nie mamy już siły, aby przypilnować ją w nauce.
Brak rodziców w życiu malucha to ogromne spustoszenie emocjonalne. Rodzice są dla niego całym światem. I nagle cały ten gmach bezpieczeństwa zostaje zachwiany. A zdarzają się nawet wyjazdy na saksy mam i zostawienie kilkumiesięcznego niemowlaka.
Myliłby się jednak ktoś, kto sądzi, że większe dzieci nie są narażone na takie niebezpieczeństwa po rozłące z matką czy ojcem. Dr Danuta Morańska, pedagog z Wyższej Szkoły Biznesu w Dąbrowie Górniczej, sądzi, że „bez względu na wiek dziecka w jego prawidłowym rozwoju obecność rodziców jest bardzo istotna. Choć wydawać by się mogło, że im dziecko jest starsze, potrzebuje mniej wsparcia z ich strony – tak jednak nie jest. Młodzi ludzie przechodzą okres buntu, a w tym czasie poczucie bezpieczeństwa, jakie mogą zapewnić rodzice, jest bezcenne. To rodzic ma stanowić wsparcie dla dziecka. Dawać mu poczucie bezpieczeństwa, wprowadzać w dorosłe życie. To od rodziców dzieci powinny uczyć się, co jest dobre, a co złe”.
Przeważnie starsze sieroty społeczne mają wielki żal do rodziców za opuszczenie ich na dłuższy czas. 24-letni dziś Łukasz mówi, że nie zna swoich rodziców: – Wyjechali, gdy miałem 12 lat. Zostawili mnie pod opieką dziadków. Babcia była już wówczas chora. Nie nadawała się, aby sprawować nade mną opiekę. Wkrótce umarła. Rok później odszedł dziadek. Rodziców to nie otrzeźwiło. Trafiłem do domu kuzynki, u której po krótkim czasie sytuacja rodzinna tak się zmieniła, że musiałem przenieść się do koleżanki mamy. I tak było jeszcze kilka razy. Wiadomo, jak to się odbiło na mojej psychice, na ocenach w szkole. Gdy skończyłem 17 lat, rodzice orzekli, że mogę zamieszkać sam. Wtedy zaczęło się najgorsze. Wolność uderzyła mi do głowy. Nieustające balangi, alkohol, narkotyki. Gdyby nie dziewczyna, w której się zakochałem, poszedłbym na dno. To tylko dla niej zerwałem z takim stylem życia. Wróciłem do szkoły. Zdałem z opóźnieniem maturę i rozpocząłem studia. Podczas ostatnich wakacji spędzonych z rodzicami na Teneryfie zrozumiałem, że z moją matką i ojcem nic mnie nie łączy. Jesteśmy sobie zupełnie obcy. Wyznajemy inne wartości. Nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. Szkoda czasu na przebywanie z takimi osobami, nawet gdy będzie to Teneryfa.
Nie wszystkie przeżycia są tak ekstremalne. Wielu dorosłych dziś młodych ludzi nie ma żalu do rodziców za ich nieobecność. Padają argumenty, że lepiej, iż tak się stało. Nie muszą klepać biedy. Stać ich teraz na wszystko – prywatne studia, samodzielne mieszkanie, dobry samochód. Sami by tak samo postąpili ze swoimi dziećmi. Wydawałoby się, że wszystko jest w porządku. Rozłąka z bliskimi nie pokiereszowała ich życia. Są zwarci i gotowi, aby podjąć tak modny teraz wyścig szczurów. Ale gdy się z nimi dłużej porozmawia, wyziera z nich pustka ideowa, moralna. W ich świecie rządzi swoista hierarchia. Najwyższym dobrem jest pieniądz.
Nie ma miejsca na sentymenty, miłość i podobne bzdury. Jeśli chcesz być kimś, musisz być bezwzględny dla innych. Jak z takim bagażem budować rodzinę, tworzyć więzi społeczne?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Groźne skutki psychiczne

O niebezpiecznych następstwach eurosieroctwa pisze Alicja Szymborska w swej pracy „Sieroctwo społeczne”. Autorka twierdzi, że takie sieroctwo jest nawet udziałem dzieci, których jedno z rodziców opuszcza dom. Takie dzieci często popadają w depresję. Tracą poczucie bezpieczeństwa i utwierdzają się w przekonaniu, że nikomu na nich nie zależy. Dzieci pozostawione przez obojga rodziców przeżywają traumę ze zwiększoną siłą. Maluchy nadmiernie lgną do dorosłych, a tzw. lepkość uczuciowa jest bardzo niebezpieczna – dziecko szuka bliskości i może stać się obiektem zachowań pedofilskich. Abstrahując nawet od patologicznych zagrożeń, odrzucony maluch będzie w przyszłości izolował się od otoczenia. Prowadzi to do obojętności, chłodu uczuciowego, wrogości, apatii, niezdyscyplinowania, lęku przed uczuciowym zaangażowaniem się. Następują zaburzenia osobowości. Dziecko nie ma wzorców matki i ojca. Pojęcia takie jak „rodzina” czy „dom” nie mają żadnego odniesienia. Aby wypełnić pustkę, mały człowiek poszukuje wspólnoty, szuka akceptacji w różnych grupach. W końcu, w lęku przed podwórkowym wykluczeniem, gotowy jest zrobić wszystko, aby zasłużyć na akceptację. Stąd rodzą się patologie, w skrajnych przypadkach prowadzące później do wykroczeń prawnych.
Kilka lat temu głośny był proces 18-latka, który w kłótni zabił młotkiem swego dziadka, a po dokonaniu zbrodni poszedł ze swoją dziewczyną na dyskotekę. Na drugi dzień, aby zatrzeć ślady zbrodni, podpalił mieszkanie ze zwłokami. Nastolatek był eurosierotą wychowywanym przez dziadków. Rodzice, od lat zaangażowani w zdobywanie euro, stracili kontakt z synem.

Kłopoty w szkole i w urzędach

Dziecko przeżywające traumę z powodu rozbicia czasowego rodziny ma przeważnie kłopoty w szkole. Wagary, nieprzygotowanie do lekcji – wszystko to odbija się na końcowych ocenach. Dziecko pozostawione samo sobie zwykle opuszcza się w nauce. Opiekunowie zapewniają mu wikt i opierunek, ale o przypilnowaniu w odrabianiu lekcji zapominają.
Kłopoty są także z dziećmi wracającymi z długich podróży zagranicznych. Inny styl nauczania, oparty na odmiennych programach, przyczynia się do trudności adaptacyjnych w polskiej szkole. Ilonka wyjechała z rodzicami do Irlandii po ukończeniu czwartej klasy podstawówki. Rodzice z dziewczynką wrócili do Polski. Dziecko rozpoczęło naukę w drugiej klasie gimnazjum. Jest jej bardzo trudno przystosować się do nowego programu. W Irlandii nie uczyła się osobno biologii, fizyki, chemii, geografii, ale jednego przedmiotu, zawierającego elementy ich wszystkich. Dziewczynka nie rozumie nazw procesów czy reakcji, o których mówi nauczyciel, bo zna jedynie nazewnictwo angielskie.
Szkolne programy i oceny to niejedyne trudności, z którymi muszą się zmierzyć dzieci rodziców wyjeżdżających za granicę. Sieroty społeczne mają nieuregulowany status prawny. Rodzice wyjeżdżając za chlebem, zwykle nie wyznaczają prawnego opiekuna, a to oznacza, że dziecko będzie miało trudności przy zapisie do szkoły, przy zabiegach w szpitalu, przy wypisie skierowań do poradni specjalistycznych. Dlatego, zdaniem Piotra Bajora, prezesa Fundacji Prawo Europejskie, trzeba dokonać korelacji działań rządu i instytucji pozarządowych, aby nałożyć na rodziców obowiązek wyznaczenia prawnych opiekunów, usprawnić także ściąganie alimentów z zagranicy.
Wyjazd za granicę i pozostawienie dziecka nawet pod opieką najbardziej kochających dziadków – to ostateczność. Aby zniwelować skutki takiego rozstania, konieczny jest stały kontakt z dzieckiem. Są telefony, rozmowy na skypie, listy, odwiedziny w kraju. Dziecko powinno mieć ustalony harmonogram takich spotkań, wiedzieć, że o określonej porze dnia mama czy tata będą z nim rozmawiać. Takie „żelazne” kontakty pozwolą choćby w minimalnym wymiarze zachować poczucie bezpieczeństwa, tak niezbędne do prawidłowego rozwoju osobowości dziecięcej.

2013-12-17 14:34

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Częstochowa dopłaci do zabiegów „in vitro”

[ TEMATY ]

społeczeństwo

in vitro

BOŻENA SZTAJNER

Głosami radnych SLD i PO Rada Miasta Częstochowy podczas XXVII Zwyczajnej Sesji, 18 października, przyjęła uchwałę w sprawie przyjęcia programu zdrowotnego „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców miasta Częstochowy w latach 2012-2014”. Częstochowa jest pierwszym miastem w Polsce, które dopłaci do zabiegów in vitro. Rada Miasta liczy 28 radnych: 5 (PiS), 9 (PO),10 (SLD) oraz 4 (Wspólnoty Samorządowej). W czasie głosowania za przyjęciem programu opowiedział się cały klub radnych z SLD i kilkoro z PO. Przeciw głosował cały klub radnych PiS i Wspólnoty Samorządowej, od głosu wstrzymało się siedmioro radnych z PO. – Biorąc pod uwagę fakt, że w pracy nad projektem i programem pomagał Marek Balicki, b. minister zdrowia w rządzie lewicowym Leszka Millera, to trzeba jasno podkreślić, że przyjęcie dofinansowania zabiegów in vitro przez miasto jest realizacją lewicowego programu w Częstochowie. Tymczasem samorząd ma wiele innych problemów do rozwiązania w naszym mieście – powiedział „Niedzieli” Konrad Głębocki, przewodniczący klubu Wspólnoty Samorządowej i vice przewodniczący Rady Miasta. O odrzucenie programu i uchwały podczas sesji Rady Miasta zaapelował Szymon Giżyński, poseł PiS, który m.in. podkreślił, że „zabiegi in vitro są niejednoznacznie oceniane przez społeczeństwo”. Poseł Giżyński odniósł się krytycznie kwestii dofinansowania in vitro z budżetu miasta, nazywając je „kontrowersyjnym i kłócącym mieszkańców eksperymentem”. Program zdrowotny „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców miasta Częstochowy w latach 2012-2014”, jak czytamy w uzasadnieniu uchwały, ma być realizowany w okresie 1 października 2012 r. do 31 grudnia 2014 r. „Uczestnikom programu przysługuje możliwość jednorazowego dofinansowania do zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego w wysokości 3 000 zł, pod warunkiem przeprowadzenia co najmniej jednej procedury. Pozostałe koszty procedury ponoszą pacjenci” – czytamy w uzasadnieniu uchwały. Środki finansowe w wysokości 110 000, 00 zł. na realizację ww. zadania zostały zabezpieczone w budżecie Wydziału Zdrowia. Zdaniem autorów programu, wielkość niepłodnej populacji Częstochowskiej wynosi około 8 000 par. Przypomnijmy, że lewicowy prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk już w listopadzie 2011 r. przedstawił opinii publicznej pomysł dofinansowania zabiegów in vitro przez władze Częstochowy. Zapisał to w projekcie budżetu miasta jako „Program wspierania rozwoju rodziny – metoda in vitro (dofinansowanie zabiegu)”. Pomysł oprotestowały wówczas m.in. diecezjalna Akcja Katolicka, abp Stanisław Nowak, Kuria Metropolitalna. Prezydent Częstochowy, oceniając swój pomysł już w listopadzie 2011 r., argumentował: „Jestem ojcem dwójki wspaniałych dzieci, jednak wiem, że nie wszyscy mieszkańcy Częstochowy mają szanse zrealizować marzenia o wychowaniu własnego potomstwa". Natomiast w oficjalnie wystosowanym proteście Akcja Katolicka wskazała m.in., że stosowanie metody in vitro wiąże się z całkowitym brakiem szacunku do życia człowieka w jego najwcześniejszym stadium, ponieważ oznacza niszczenie zarodków ludzkich. – Jako mieszkańcy Częstochowy wzywamy prezydenta i radnych Rady Miasta Częstochowy do wykreślenia z projektu budżetu zadania „Program wspierania rozwoju rodziny – metoda in vitro (dofinansowanie zabiegu)”. Jednocześnie zwracamy uwagę, że do tej pory brakuje krajowej regulacji w sprawie metody in vitro. W tym kontekście nasze miasto nie powinno być traktowane przez lewicowego prezydenta jako pole realizacji programu SLD. W Radzie Miasta klub SLD nie stanowi większości, pamiętając o tym nie powinno się wykorzystywać budżetu miasta do walki ideologicznej – czytamy w tekście protestu. Przeciwko dofinansowywaniu zabiegów in vitro przez Urząd Miasta Częstochowy zaprotestowała wówczas również Kuria Metropolitalna. W swoim stanowisku wyraziła zdziwienie że w dobie powszechnego kryzysu „pojawiają się politycy, którzy za wszelką cenę chcą dofinansowywać zabiegi in vitro, które są niepewne, kosztowne i nieetyczne”. Abp Wacław Depo w rozmowie z „Niedzielą” zdecydowanie nie zgadza się z decyzją władz miasta. – Metoda in vitro nie jest w żadnym wypadku do przyjęcia, ponieważ jest niezgodna z nauczaniem Kościoła – powiedział Metropolita Częstochowski, podtrzymując stanowisko zawarte w jego wcześniejszym liście pasterskim oraz oświadczeniu Kurii Metropolitalnej z zeszłego roku, które przypominamy naszym Czytelnikom. W związku z dyskusją nad planowanym dofinansowywaniem zabiegów in vitro przez Urząd Miasta Częstochowy, Kuria Metropolitalna w Częstochowie zajmuje następujące stanowisko: 1. Niewątpliwie niepłodność i bezdzietność to jedne z najtrudniejszych problemów małżeńskich. Kościół w żadnym wypadku nie chce urazić kogokolwiek z przeżywających dramat niepłodności. Jej przyczyny są różnorodne i bardzo często niezawinione. Nie możemy jednak milczeć wobec niedomówień, przemilczeń i przekłamań dotyczących metody in vitro.
CZYTAJ DALEJ

„Miał serce Boga”. Parafianie oddają muzyczny hołd zmarłemu księdzu

2026-02-20 19:50

[ TEMATY ]

Śp. ks. Roman Patyk

Parafia pw. Św. Marcina w Zadrożu

śp. ks. Roman Patyk

śp. ks. Roman Patyk

Z potrzeby serca, wdzięczności i pragnienia, by pamięć trwała, tak narodził się utwór poświęcony śp. ks. Romanowi Patykowi. O kapłanie, który „szedł razem z ludem”, oraz o piosence będącej osobistym hołdem opowiada w rozmowie parafianin Mariusz Szlachta.

Śmierć kapłana, który przez 12 lat prowadził wspólnotę parafialną, pozostawia w sercach wiernych nie tylko smutek, ale i wdzięczność. W parafii pw. św. Marcina w Zadrożu, której proboszczem był śp. ks. Roman Patyk, pamięć o nim wciąż jest żywa. Jednym z jej wyrazów stał się utwór muzyczny stworzony przez parafianina – Mariusza Szlachtę. To osobiste świadectwo wiary, przywiązania i szacunku wobec kapłana, który jak mówią wierni „miał serce Boga”.
CZYTAJ DALEJ

Rozmowa z Ojcem: Pierwsza niedziela Wielkiego Postu

2026-02-21 10:09

[ TEMATY ]

abp Wacław Depo

Karol Porwich/Niedziela

Abp Wacław Depo

Abp Wacław Depo

Jak wygląda życie codzienne Kościoła, widziane z perspektywy metropolii, w której ważne miejsce ma Jasna Góra? Co w życiu człowieka wiary jest najważniejsze? Czy potrafimy zaufać Bogu i powierzyć Mu swoje życie? Na te i inne pytania w cyklicznej audycji "Rozmowy z Ojcem" odpowiada abp Wacław Depo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję