Reklama

Święci i błogosławieni

By z tej śmierci wyrosło dobro

Gdyby żył, miałby dzisiaj 67 lat. Ale nie żyje. Równo 30 lat temu został zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Dziś błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko jest już postacią historyczną. Pamięć o nim i o jego śmierci jest jednak warunkiem trwania naszych narodowych dziejów. Niezależnie od światopoglądu i wyznawanej religii

Niedziela Ogólnopolska 42/2014, str. 22-25

[ TEMATY ]

bł. Jerzy Popiełuszko

Archiwum parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie

Pogrzeb ks. Popiełuszki, 3 listopada 1984 r.

Pogrzeb ks. Popiełuszki, 3 listopada 1984 r.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W piątek 19 października 1984 r. nic nie zapowiadało, że tego dnia zostanie zamordowany ks. Jerzy Popiełuszko. Jak donosiło „Życie Warszawy”, „stolica przygotowywała się do zimy”, odbywała się sesja PAN z okazji 40-lecia Polski Ludowej, zapowiadano program Jazz Jamboree. W „Żołnierzu Wolności” czołówkę stanowił tekst o posiedzeniu Rady Wojskowej Układu Warszawskiego, był też artykuł o wręczeniu na Kremlu orderu Lenina dla Andreja Gromyki.

Komunistyczny kraj roku 1984 pozornie kwitł.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Zło dobrem zwyciężać

Rano, jak zawsze, ks. Jerzy Popiełuszko udał się do kościoła na warszawskim Żoliborzu, by odprawić Mszę św. Wkrótce po niej wyjechał do Bydgoszczy, żeby w kościele pw. Świętych Polskich Braci Męczenników spotkać się z duszpasterstwem ludzi pracy. Dziś wiadomo, że byli tam również zabójcy.

W Bydgoszczy odprawił Mszę św., a po niej poprowadził rozważania bolesnych tajemnic Różańca. Jak wspominał proboszcz – ks. Romuald Biniak, panowała atmosfera wielkiego misterium. – Tak odmawianego Różańca i przez tak wielu ludzi, szczególnie mężczyzn, w dotychczasowej historii tego kościoła nie było.

Reklama

Ks. Popiełuszko mówił o zwyciężaniu zła dobrem: „Tylko ten może zwyciężyć zło, kto sam jest bogaty w dobro”. Podkreślał konieczność zachowania wierności prawdzie – i przypominał, że od wieków trwa z nią walka. „Prawda jednak jest nieśmiertelna, a kłamstwo ginie szybką śmiercią”. To wtedy – w różańcowych rozważaniach na bydgoskich Wyżynach – padły słynne już, ostatnie publicznie wygłoszone słowa ks. Jerzego: „Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”.

Kamienie do nóg, pętla na szyję

Tego dnia wieczorem ks. Jerzy Popiełuszko czuł się źle. Był zmęczony, miał gorączkę. Nie chciał jednak przenocować w Bydgoszczy. Zdecydował, że nocą wróci do Warszawy. Zanim wyruszył, z jakimś niezwykłym pietyzmem założył sutannę. Dokładnie, jakby symbolicznie, pozapinał wszystkie guziki, mówiąc, że sutanna nieraz już go ochroniła.

I wtedy wydarzyła się tragedia.

Po wyjeździe z Bydgoszczy samochód, którym odjechał ks. Jerzy Popiełuszko, został zatrzymany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, przebranych w mundury milicji drogowej. Byli to: Waldemar Chmielewski, Grzegorz Piotrowski i Leszek Pękala. Kierowca ks. Popiełuszki, Waldemar Chrostowski, jak zeznał, został skuty kajdankami, a później w czasie jazdy udało mu się wyskoczyć z pędzącego z prędkością ponad 100 kilometrów na godzinę samochodu. – Ks. Popiełuszkę zaś związano i wrzucono do bagażnika – wspominał.

Reklama

Tak naprawdę nie wiadomo, co działo się dalej. Fakty są znane jedynie z zeznań zabójców oraz obrażeń ciała ks. Popiełuszki, które wykazała później sekcja zwłok. Wynika z nich, że ks. Jerzy musiał mieć zakneblowane usta i skrępowane sznurem ręce i nogi. Leżał w zamkniętym bagażniku fiata 125p. Zabójcy bili go pałkami i pięściami po głowie i karku. Potem sznurem przywiązali mu do nóg worek z kamieniami, ważący ponad 10 kg. Założyli mu na szyję pętlę ze sznura, którego koniec przywiązali do zgiętych nóg kapłana tak, że przy próbie ich prostowania – pętla zaciskała się na jego szyi. W końcu ks. Jerzy Popiełuszko – nie wiadomo, czy żywy, czy martwy – został wrzucony do Wisły z tamy pod Włocławkiem.

Polska w szoku

Gdy wiadomość o porwaniu ks. Popiełuszki podano oficjalnie 20 października w „Dzienniku Telewizyjnym” o godz. 19.30, cała Polska była w szoku. Spiker odczytał wprawdzie lakoniczny komunikat: „19 bm. około godz. 22.00 w okolicach miejscowości Górsk koło Torunia został uprowadzony przez nieznanych sprawców ks. Jerzy Popiełuszko, urodzony 14 września 1947 r., zamieszkały w Warszawie”, ale każdy wiedział, co on może oznaczać. Zaraz po dzienniku do kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie zaczęły ściągać tłumy ludzi. Księża otworzyli kościół i jeszcze przed północą odprawili Mszę św. w intencji odnalezienia ks. Popiełuszki.

O porwaniu ks. Jerzego dowiedział się papież Jan Paweł II.

– Na bieżąco obserwowaliśmy przebieg zdarzeń. Pamiętam, że Ojciec Święty z ogromną troską i smutkiem na twarzy, przygnębiony, siedział przed telewizorem i słuchał komunikatów. Śledził dokładnie to, co działo się wtedy w Polsce – wspominał kard. Stanisław Dziwisz.

Reklama

W prywatnej kaplicy papieskiej trwały nieustanne modlitwy w intencji uwolnienia ks. Jerzego Popiełuszki. Swoją jedność z ludźmi modlącymi się w intencji ks. Jerzego Papież publicznie wyraził 24 października: „Przejęty do głębi tym wydarzeniem, wyrażam swoją solidarność z Pasterzami i Ludem Kościoła Warszawskiego. (...) Apeluję do sumień tych, którzy dopuścili się tego haniebnego czynu, i ponoszą zań odpowiedzialność”.

Bolesne oczekiwanie

25 października 1984 r. Kolejny dzień modlitw w intencji uwolnienia ks. Jerzego. Prymas Polski polecił, by we wszystkich kościołach po każdej Mszy św. odmawiać „Pod Twoją obronę” w intencji ocalenia ks. Popiełuszki. W Krakowie o to samo prosił kard. Franciszek Macharski. Tymczasem rzecznik rządu Jerzy Urban na spotkaniu z dziennikarzami zapewnił oficjalnie: – Sprawę dotyczącą porwania, a także poszukiwania, nadzoruje minister spraw wewnętrznych, generał broni Czesław Kiszczak. Sprawa spoczywa w szczególnie dobrych rękach...

Taka była atmosfera. Polacy, oczywiście, nie wierzyli w słowa rzecznika, tym bardziej że znane były jego wcześniejsze zjadliwe paszkwile na ks. Popiełuszkę i nagonka na niego w mediach.

Reklama

Uprowadzenie ks. Jerzego wywołało też poruszenie w rządzącej partii komunistycznej, która chciała odsunąć od siebie podejrzenie o związek z popełnioną zbrodnią. Na plenarnym posiedzeniu partii wydano specjalne oświadczenie: „W związku z popełnionym ostatnio groźnym prowokacyjnym przestępstwem uprowadzenia księdza Jerzego Popiełuszki Komitet Centralny PZPR oświadcza, co następuje: Polska socjalistyczna może być tylko Polską praworządną. Dywersja, prowokacja i terror były zawsze i są z gruntu obce leninowskiej ideologii, moralności naszej partii”. 27 października gen. Czesław Kiszczak wystąpił w TVP i poinformował, że sprawcami porwania są trzej funkcjonariusze Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ujawnił ich nazwiska.

Jednocześnie służby bezpieczeństwa pilnie obserwowały kościół św. Stanisława Kostki i sytuację w całym kraju. Rejestrowały zgromadzenia liturgiczne, organizowane modlitwy i homilie księży. Przygotowywały z nich raporty na użytek MSW.

Zmasakrowane ciało, zszyte na krzyż

Nadszedł 30 października. W kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie kończyła się właśnie wieczorna Msza św. Jeden z księży podszedł do mikrofonu i zaczął mówić łamiącym się głosem: – Kochani bracia i siostry, dziś w wodach zalewu koło Włocławka odnaleziono księdza...

Rozległ się szloch. Ludzie upadli na kolana. Ktoś próbował zaintonować: „Któryś za nas cierpiał rany”, ale zagłuszyła go ludzka rozpacz. Rozpacz tysięcy ludzi, którzy od momentu porwania dzień i noc modlili się w kościele na Żoliborzu i czekali na powrót swego kapłana. Wstrząśnięci, dopiero za trzecim razem powtórzyli głośno za kapłanem: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom...”.

Tymczasem w nocy 30 października ciało zabitego kapłana zostało potajemnie przewiezione do Zakładu Medycyny Sądowej w Białymstoku, gdzie w obecności delegatów Prymasa miała być przeprowadzona identyfikacja zwłok. Delegatami byli ks. Grzegorz Kalwarczyk i ks. Edward Żmijewski.

Reklama

– W prosektorium ujrzeliśmy nagie ciało, zszyte na krzyż wzdłuż i w poprzek. Zszyte było również lewe ramię od łokcia do barku. Całe ciało było tak zmienione, że mieliśmy kłopot z jego rozpoznaniem – opowiada ks. inf. Grzegorz Kalwarczyk, wieloletni kanclerz warszawskiej Kurii. – Zawsze wydawało mi się, że jestem twardy, wytrzymały. Ale to, co wtedy ujrzałem, naprawdę mną wstrząsnęło – relacjonuje. – Całe ciało było pokryte sińcami, dolne części goleni wyglądały tak, jakby pozdzierano z nich naskórek albo jakby były objedzone przez faunę wodną. Twarz – pożółkła, oczodoły poczerniałe, palce u rąk i nóg koloru szarobrązowego, przeżarte wodą. Włosów jakby mniej.

Zmasakrowane ciało ks. Jerzego ubrały siostry szarytki. Włożono je do metalowo-drewnianej trumny. – Wciąż baliśmy się jednak wprowadzić do sali rodziców. Poprosiłem ich dopiero wtedy, gdy przypudrowano trochę twarz ks. Jerzego. Oboje głośno płakali – opowiada ks. Kalwarczyk.

Potem księża wzięli trumnę na ramiona i wynieśli na zewnątrz. A tam, wokoło parkanu i na pobliskich ulicach, z kwiatami i lampkami w rękach, czekały już tysiące ludzi. Przy bramie wierni ułożyli dywan z kwiatów. Modlili się, klęcząc, śpiewali pieśni religijne. Potem jacyś mężczyźni przejęli trumnę i wysoko nad ludzkimi głowami nieśli ją do samochodu. Utworzył się szpaler kwiatów i zniczy, które wyznaczały drogę. Ludzie płakali. W kondukcie uczestniczyli spontanicznie kierowcy taksówek i samochodów. Włączyli klaksony, słychać było wycie syren. Na dalszej trasie przez miasto wszystkie samochody osobowe i ciężarowe zatrzymywały się, przepuszczając kondukt. Ludzie przystawali na przejściach, chociaż mieli zielone światła. Na widok trumny przechodnie przyklękali albo zdejmowali czapki z głowy. I tak, w blaskach zachodzącego słońca, trumna z ciałem ks. Jerzego opuszczała granice archidiecezji białostockiej i zmierzała powoli do stolicy.

Odszedł człowiek święty

Reklama

Gdy kondukt dojeżdżał do pl. Dzierżyńskiego w Warszawie (dziś pl. Bankowy), milicja próbowała go zatrzymać. – Zaobserwowaliśmy, że mają zamiar nas kontrolować, ale nie zatrzymaliśmy się – mówi ks. Kalwarczyk.

Przed kościołem stały już dziesiątki tysięcy ludzi. Do samochodu w mgnieniu oka podbiegli hutnicy. Wzięli trumnę na ramiona, by zanieść ją do kościoła. Rozległo się bicie dzwonów, ale ich dźwięk zagłuszany był szlochem ludzi. Po chwili rozległo się potężne „Ojczyzno ma”. – Robiło to niesamowite wrażenie. Z płaczem mieszały się jakieś okrzyki, śpiewy. I do tego dołączyły na końcu dzwony kościelne, które uniosły cały ten ludzki ból ku niebu – mówi ks. Kalwarczyk.

Reklama

Pogrzeb odbył się 3 listopada 1984 r. Zanim rozpoczęła się Msza św. pogrzebowa, z głośników dobiegał utrwalony na taśmie głos ks. Jerzego i fragmenty jego homilii: „Dążenie do prawdy wszczepił człowiekowi sam Bóg. Stąd w człowieku jest naturalne dążenie do prawdy i niechęć do kłamstwa. Prawda, podobnie jak sprawiedliwość, łączy się z miłością, a miłość kosztuje”. Ogromny ścisk nie odstraszał starszych, chorych, a nawet dzieci, które rodzice zabierali ze sobą. Wielu przyjeżdżało spoza Warszawy autokarami, pociągami. W górze powiewały flagi i transparenty z napisami: „Wyrwano nam serca, lecz nie oddamy duszy”, „Prawda nas wyzwoli”, „On był jeden, lecz za nim stoją miliony”, „Lepiej umierać stojąc, niż żyć klęcząc”. Dla Polaków ważne było, by w tym dniu być razem. Wszystkie ulice prowadzące do kościoła szczelnie zapełniły się ludźmi. Ci, którzy się nie zmieścili, wchodzili na drzewa, na kominy, na dachy pobliskich domów, a nawet kina „Wisła”, które znajduje się po drugiej stronie placu. Ogromne rzesze.

Gdy dochodziła godz. 11, na Żoliborz przyjechał prymas Polski kard. Józef Glemp. To on przewodniczył Mszy św. żałobnej. Gdy się rozpoczynała, rozległy się dzwony. Przy ołtarzu, na balkonie, stał Ksiądz Kardynał. Obok niego sześciu biskupów z jednej strony i sześciu księży z drugiej. Jak w Wieczerniku. Do koncelebry dołączyli pozostali księża, którzy stali pod balkonem wokół trumny. Było ich ponad tysiąc. Wiernych – prawie milion.

Prymas Polski ze wzruszeniem wygłosił homilię: „Odpuszczamy zabójcom księdza Popiełuszki. Nie mamy do nikogo nienawiści...”.

Ks. Jerzego pożegnał też ks. prał. Teofil Bogucki, ówczesny proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie: – Ziemia polska otrzymała nowego bohatera narodowego i nowego męczennika. Na taki pogrzeb, z udziałem Kardynała Prymasa, biskupów i niezliczonej rzeszy wiernych, zasługuje tylko człowiek wielki lub święty – powiedział.

Nikt nie miał wątpliwości. Polska żegnała świętego.

Ronald Reagan: Sumienie świata nie spocznie

Reklama

Nie tylko Polska. Męczeńska śmierć polskiego kapłana odbiła się szerokim echem w całym świecie, poruszyła sumienia narodów, wywołała protesty. Jako pierwszy oświadczenie wydał prezydent USA Ronald Reagan: „Cała Ameryka dzieli smutek narodu polskiego z powodu wiadomości o tragicznej śmierci ojca Jerzego Popiełuszki. Ojciec Popiełuszko był orędownikiem wartości chrześcijańskich i odważnym rzecznikiem sprawy wolności. Jego życie było przykładem najwyższych ideałów ludzkiej godności; jego śmierć umacnia stanowczość wszystkich kochających wolność narodów, aby być nieugiętym w swych przekonaniach. Duch ojca Popiełuszki żyje nadal. Sumienie świata nie spocznie, dopóki sprawcy tego haniebnego przestępstwa nie zostaną doprowadzeni przed wymiar sprawiedliwości”.

Dziesiątki listów i telegramów kondolencyjnych napływały do prymasa Glempa od przedstawicieli Kościołów chrześcijańskich w Polsce i na świecie. Przesłali je m.in.: kard. Joseph Höffner, przewodniczący Episkopatu Niemiec, kard. John Król z Filadelfii, bp John M. Sherlock z Londynu, Robert Runcie z Canterbury, arcybiskup Kościoła anglikańskiego, Arcybiskup Bazyli, prawosławny metropolita Warszawy i całej Polski. Listy do Prymasa przesłali także przedstawiciele innych wyznań, np. warszawski Zarząd Związku Buddystów Zen „Sangha”: „Ojciec Jerzy Popiełuszko jest dla nas symbolem odwagi i szlachetności, wytrwale bronił sprawy wolności, sprawiedliwości i godności człowieka”. Wyrazy solidarności z Kościołem w Polsce napływały również od władz państwowych oraz różnych instytucji na świecie. Listy przesłali m.in.: senator Flaminio Piccoli – przewodniczący Demokracji Chrześcijańskiej z Włoch, Adolfo Pérez Esquivel – generalny koordynator Służby Pokoju i Sprawiedliwości w Ameryce Łacińskiej, laureat Pokojowej Nagrody Nobla i inni.

Reklama

Sprawa ks. Jerzego bliska była jeszcze jednej osobie: papieżowi Janowi Pawłowi II. Ojciec Święty po stracie polskiego kapłana łączył się w bólu i modlitwie z rodakami i z całym Kościołem w Polsce. 25 listopada 1984 r. wypowiedział w Watykanie znane słowa: „Ażeby z tej śmierci wyrosło dobro, tak jak z Krzyża Zmartwychwstanie”. W swoich publicznych wystąpieniach wyrażał także przekonanie, że ks. Popiełuszko to męczennik za wiarę. Beatyfikacja w 2010 r. oficjalnie to potwierdziła.

* * *

Męczennik za wiarę

1980 r. – ks. Jerzy Popiełuszko rozpoczyna pracę duszpasterską w parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie;

1981 r. – po wprowadzeniu stanu wojennego wspiera duchowo i materialnie internowanych oraz ich rodziny, uczestniczy w procesach sądowych działaczy „Solidarności”, spowiada ich i zaprasza na Msze św.;

1982 r. – zaczyna odprawiać Msze św. za Ojczyznę, na które przybywa coraz więcej ludzi z całej Polski. Głosi kazania w myśl hasła: „Zło dobrem zwyciężaj”; często cytuje Jana Pawła II i prymasa Wyszyńskiego;

1983 r. – ks. Jerzy otrzymuje pierwsze wezwania na przesłuchania; jest ciągle śledzony przez Służbę Bezpieczeństwa, podsłuchiwany, zastraszany;
– wszczęto śledztwo przeciw niemu;
– przeprowadzono rewizję w jego mieszkaniu, gdzie podrzucono materiały wybuchowe. Po rewizji został aresztowany, następnie zwolniony;

1984 r. – nasilenie prześladowań: ks. Jerzy otrzymuje anonimy z pogróżkami, jest nieustannie śledzony; nasila się nagonka medialna, której przewodzi ówczesny rzecznik rządu;
13 października – pierwszy, nieudany, zamach na życie ks. Jerzego;
19 października – uprowadzenie, tortury i zabójstwo kapłana;

2010 r. – beatyfikacja – ks. Popiełuszko zostaje uznany za męczennika za wiarę;

2014 r. – rozpoczęcie procesu o uznanie cudu za wstawiennictwem ks. Jerzego Popiełuszki.

(Oprac. mk)

2014-10-14 15:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bp Włodarczyk: bł. Jerzy Popiełuszko jest dziś przewodnikiem w skomplikowanym świecie półprawd, konfliktów, lęku i nienawiści

[ TEMATY ]

bł. Jerzy Popiełuszko

Bp Włodarczyk

40. rocznica

Karol Porwich/Niedziela

Bp Krzysztof Włodarczyk

Bp Krzysztof Włodarczyk

„Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko jest dziś przewodnikiem w skomplikowanym świecie półprawd, konfliktów, lęku i nienawiści” - mówił we Włocławku bp Krzysztof Włodarczyk. Msza św. w Bazylice Katedralnej Wniebowzięcia NMP była najważniejszym momentem obchodów w tym mieście i diecezji 40. rocznicy męczeńskiej śmierci kapłana. - Od dnia beatyfikacji - 6 czerwca 2010 roku - ks. Jerzy stał się też skarbem dla całego Kościoła powszechnego, który uroczyście potwierdził, że może być dla nas przewodnikiem na drodze do świętości - mówił bp Włodarczyk.

Jak przypomniał biskup bydgoski, Episkopat Polski w specjalnym liście pasterskim przed beatyfikacją, podziękował żyjącej matce księdza Jerzego: „Pragniemy z najgłębszym szacunkiem i wdzięcznością powiedzieć w imieniu Kościoła i Polski: Mamo, „Bóg zapłać” za takiego Syna! „Bóg zapłać” za takiego Kapłana! „Bóg zapłać” za Twoją wiarę!” - cytował biskup bydgoski, nawiązując dalej do klimatu domu rodzinnego męczennika.
CZYTAJ DALEJ

Założycielka Niepokalanek

Z osobą m. Marceliny Darowskiej zetknęłam się dwa lata temu, kiedy to zaczynałam pracę w gimnazjum. Tradycją panującą w szkole, gdzie uczę, było organizowanie dwa razy w roku spotkań rekolekcyjnych dla nauczycieli w Domu Sióstr Niepokalanek w Szymanowie. Zgromadzenie to założyła właśnie Matka Marcelina. Z wielkim zaciekawieniem obserwowałam pracę sióstr i ich uczennic. Każdy wyjazd do Szymanowa był dla mnie kolejnym cennym doświadczeniem. Po pewnym czasie bardziej zainteresowałam się osobą Matki Marceliny i postanowiłam o niej napisać. Zaczęłam wtedy czytać wszelkie publikacje na jej temat. Wydawało mi się początkowo, że nic interesującego w tych książkach nie znajdę. Bo cóż może być ciekawego w życiorysie siostry zakonnej? I tu pełne zaskoczenie. Jednym tchem przeczytałam polecone mi książki. Matka Marcelina okazała się być obdarzona niezwykle bogatą osobowością, a jej życie mogłoby posłużyć za temat filmu, który - nie mam co do tego żadnych wątpliwości - zainteresowałby niejednego współczesnego widza. Zanim Matka Marcelina została przełożoną Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek - była szczęśliwą matką i żoną. W jej życiu nie zabrakło też dramatycznych momentów. W wieku dwudziestu pięciu lat została wdową, a w niecały rok po śmierci męża straciła swego dwuletniego synka. To nie koniec jej cierpień. Musiała jeszcze walczyć o życie swojego drugiego dziecka - maleńkiej Karoliny, której lekarze nie dawali szans na przeżycie. Młoda wdowa przezwyciężyła wszelkie kłopoty. Dziecko wyzdrowiało, a jej gospodarstwo było przykładem dla okolicznych posiadłości. Przez cały ten czas trudnych doświadczeń ani razu nie zwątpiła w miłość Boga, ani razu nie zbuntowała się przeciwko Jego woli. Jakże niezwykle mocna musiała być jej wiara! Mało tego, nie mając żadnego doświadczenia zakonnego, a jedynie pragnienie służenia Bogu, odważyła się zostać przełożoną - założycielką nowo tworzonego Zgromadzenia, którego głównym zadaniem miało być wychowanie dzieci i młodzieży. Nie na życiorysie Matki Marceliny chciałabym jednak skupić swą uwagę, mimo że jest on naprawdę bardzo ciekawy. Zainteresowanych odsyłam do książek poświęconych bohaterce tego tekstu1. To, co najcenniejsze, to nauki Matki Marceliny, jej przemyślenia i refleksje, ujęte często w formę jakże trafnych i aktualnych do dziś sentencji. Znaleźć je można w wydanej w 1997 r. przez Siostry Niepokalanki książce zatytułowanej Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki Marceliny Darowskiej2. Wartości szczególnie ważne dla Matki Marceliny to przede wszystkim Bóg, miłość, rodzina, Ojczyzna, praca i to, czemu poświęciła całe swoje życie, czyli wychowywanie kolejnych młodych pokoleń. Wiele jest cennych wskazówek zawartych w słowach Matki Marceliny. Mnie, jako nauczycielkę, która dopiero zaczyna swoją pracę z młodzieżą, szczególnie zainteresowały te poświęcone wychowaniu. Pierwsze słowa, jakie przeczytałam, kiedy "na chybił trafił" otworzyłam książkę z myślami Matki Marceliny, brzmiały następująco: "Zadanie wielkie, praca kolosalna - z jednej strony łatwa, z drugiej bardzo trudna. Łatwa, bo serca dzieci to wosk, na którym wszystko łatwo się wyciska. Trudna, bo wosk wystawić na gorąco ognia lub słońca, a ślad jego cały się zgładzi. Dzieci przyjmują dobre i złe wrażenia, jedne zacierają drugie". Jakże trafnie oddają one pracę wychowawcy. Czytając te zdania, uświadomiłam sobie ogromną odpowiedzialność, jaką biorę za swoich wychowanków. To, co im przekażę, będzie miało wpływ na całe ich życie. I nie najważniejsza w tym momencie jest wiedza. Moim zadaniem, jako wychowawcy, jest pokazanie tym młodym ludziom właściwych wzorców zachowań. Jest to szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, kiedy wciąż słyszymy o przypadkach, gdy młodzi ludzie zabijają swoich rówieśników, często nawet nie dostrzegając zła, które wyrządzili. Matka Marcelina cały czas miała świadomość odpowiedzialności za wychowanie młodych ludzi. Dlatego też tak wiele miejsca poświęciła sprawom rodziny, a w kształceniu dziewcząt ogromną wagę przywiązywała do przygotowania ich do roli matki i żony. Wierzyła bowiem, że to właśnie kobieta jest duchem rodziny, a od tego, jakie wartości przekażemy młodym ludziom, zależy odrodzenie całego społeczeństwa. Dziś również wiele miejsca podczas publicznych debat poświęca się sprawom rodziny. Mówi się o polityce prorodzinnej i o kryzysie rodziny. Może warto zatem sięgnąć po myśli Matki Marceliny. Znajdziemy tu oczywiste - wydawałoby się - prawdy, ale jak często przez nas zapominane. Polecam tę część nauk Matki Marceliny szczególnie dziewczętom, które zamierzają w niedługim czasie założyć własną rodzinę. Naprawdę znajdziecie tu wiele wskazówek pomocnych przy budowaniu własnego domu. Jak już wspominałam wcześniej - jestem młodą nauczycielką. Nie mam zatem bogatego doświadczenia pedagogicznego, wielu rzeczy muszę się jeszcze nauczyć. Wciąż borykam się z różnymi problemami wychowawczymi. Tak jak wielu młodych nauczycieli, staram się pogłębiać swoją wiedzę pedagogiczną, czytając chociażby różne publikacje poświęcone tym zagadnieniom. Panuje obecnie moda na nowoczesne, proponowane nam przez zachodnich autorów, sposoby wychowania. Ja jednak najważniejsze wskazówki pedagogiczne znalazłam w następujących słowach Matki Marceliny: " Rozwijać - nie wysilając, ubogacać - nie przeciążając, uczyć praktyczności - nie odzierając z poezji, hartować - nie zatwardzając, oczyszczać sumienie - nie dopuszczając skrupułów, uczyć miłości - bez czułostkowości, pobożności - bez dewoterii, zniżać się do dzieci w zabawach - nie zmalając siebie, aby następnie być w stanie wznieść dzieci do wysokości zadania". Oto - zdaniem Matki Marceliny - zadania nauczyciela. Mam nadzieję, że będę w stanie im sprostać. 1 Informacje na temat życia Matki Marceliny można znaleźć m.in. w następujących publikacjach: - Ewa Jabłońska-Deptuła, Zakorzeniać nadzieję. M. Marcelina Darowska o rodzinie i dla rodziny, Lublin 1996 - Marcelina Darowska - Niepokalański charyzmat wychowania, pod red. ks. Marka Chmielewskiego, Lublin 1996 - S. Grażyna (Jordan), Wychowanie to dzieło miłości, Szymanów 1997 2 Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki Marceliny Darowskiej, zebrały i opracowały s. M. Grażyna od Współpośrednictwa Matki Bożej, Anna Kosyra-Cieślak, Romana Szymczak, Szymanów 1977.
CZYTAJ DALEJ

Dlaczego piszemy C+M+B na drzwiach i okadzamy domy?

2026-01-05 19:56

[ TEMATY ]

święto Trzech Króli

Epifania

C+M+B

AI

Litery na drzwiach, zapach kadzidła i barwne orszaki, przechodzące ulicami miast i wiosek – tak w wielu miejscach w Polsce wygląda 6 stycznia. O znaczeniu kredy, kadzidła i napisu C+M+B w kontekście uroczystości Objawienia Pańskiego opowiada ks. dr Stanisław Szczepaniec, przewodniczący Archidiecezjalnej Komisji ds. Liturgii i Duszpasterstwa Liturgicznego i konsultor Komisji Konferencji Episkopatu Polski ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

Choć dziś najczęściej mówimy „Trzech Króli”, pierwotnie 6 stycznia Kościół wspominał trzy wydarzenia: pokłon Mędrców, chrzest Jezusa w Jordanie oraz cud w Kanie Galilejskiej. Wszystkie wskazywały na Jezusa jako na obiecanego Mesjasza.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję