Reklama

Ukraińska ballada

Niedziela Ogólnopolska 2/2015, str. 22-23

Archiwum

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Coś Pani opowiem – ks. Jan Dargiewicz wraca do wspomnień sprzed lat. – Jak tylko przyjechałem na Ukrainę, spotkałem dziadka, który w 2005 r. dowiedział się, że gdzieś w okolicy jest kościół katolicki. Mieszkał na tawryjskich stepach. Wie Pani, jak tam jest? Płasko, zielono i pusto po horyzont. Ten dziadek, starowinka, jak mnie tylko zobaczył, gruchnął na kolana i prosił o chrzest. Prosił to mało... On wołał! Do dziś nie umiem o tym mówić spokojnie... Gdy jakiś czas potem chrzciłem go, nieustannie płakał. Powtarzał, że pół życia szukał katolickiego księdza. Chciał umrzeć w wierze ojców. Bo inną śmierć uważał za trochę byle jaką. To nie jest pojedynczy przypadek. Ciągle przychodzą do mnie ludzie i proszą o podstawowe sakramenty. Ich otrzymanie sprawia, że odzyskują utraconą tożsamość. Jakby ich duchowe poszukiwania znalazły wreszcie prostą drogę... Teraz jestem proboszczem w Odessie i duszpasterzem Polonii w diecezji odesko-symferopolskiej – dopowiada ks. Dargiewicz. Pochodzi z Ełku. Od dziesięciu lat pracuje we wschodniej Ukrainie. Spotykamy się, żeby opowiedział o tym, jak się teraz żyje w Odessie, co z diecezją odesko-symferopolską, której część – Krym – na skutek konfliktu ukraińsko-rosyjskiego, przynależy już do agresora.

Reklama

Terytorialnie diecezja jest imponująca. Sprawdzam na mapie – lekko licząc, jej teren równy jest połowie Polski. Obejmuje cały basen Morza Czarnego, część wybrzeża Morza Azowskiego i dalej teren w stronę Kijowa. Na tych olbrzymich połaciach ziemi pracuje – jak upewnia mnie ks. Jan – zaledwie 62 kapłanów.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Polacy i katolicy

– 95 proc. naszych parafian to Polacy – opowiada odeski proboszcz. – To praprawnuki zesłańców: przesiedleńców z zachodniej Ukrainy, wreszcie rozmaitych ludzi interesu. To dzięki nim wiara katolicka na tych terenach jakoś się ostała. Ilu mamy katolików w diecezji? Trudno policzyć, gdyż ciągle pojawiają się nowi. Wystarczy, że ktoś wyczyta w udostępnianych teraz archiwach, że dziadek był Polakiem, i już mamy katolika. Bo na Ukrainie, proszę Pani, tak właśnie rozpoznaje się ludzi – nacja oznacza religię.

Wiara wróciła na te tereny w 1992 r., po latach brutalnego tłumienia jakiegokolwiek przejawu religijności. To tutaj maładcy z Armii Czerwonej zabawiali się krzyżowaniem księży na drzwiach kościołów.

– Przyszliśmy po komunistach niemal na zgliszcza – ks. Jan Dargiewicz był jednym z pierwszych. Chodził po omacku, odnajdywał się w tej rzeczywistości powoli, z mozołem. Dla kogoś urodzonego w kraju, gdzie co dom, to chrześcijanin, taka Ukraina musiała wyglądać jak pustynia. – Obecnie oblicza się, że jakieś 5 proc. Ukraińców wierzy w Boga. Dla jasności: te 5 proc. to: prawosławni, katolicy, protestanci, ale i członkowie rozmaitych sekt, których jest teraz na kopy...

5 procent

Reklama

Dlatego zadziwiać może, że ludzie przez całe lata trzymani z daleka od Pana Boga dziś się do Niego garną. Cieszy ich np. już sam proces budowania kościoła. Ks. Jan widzi tę radość codziennie, bo właśnie buduje kościół. Ukraińcy nie chcą już cisnąć się w blokowych pokojach przerobionych na duszne kościółki. – Gdy otworzyliśmy kaplicę św. Jana Pawła II, momentalnie podwoiła się liczba wiernych – wspomina ks. Jan. – Nie sfrunęli wcale z nieba. Byli wokoło, tylko potrzebowali czytelnego znaku, że my, katolicy, też tam jesteśmy.

– Wiary uczą się od podstaw – mówi dalej – czytają Katechizm i nieustannie zadają pytania. Noszą w sobie rodzaj światła – takie wewnętrzne piękno i przekonanie, że wiara uzdrowi ich życie. Że coś w nich zmieni na zawsze.

Proste historie

Reklama

– Czasem potrafią powiedzieć po polsku jedynie „Ojcze nasz...”. To mnie bardzo wzrusza. Pamiętam takie zdarzenie: Usłyszałem, że starsza pani, która nie opuszcza już domu, prosi o księdza. Znalazłem tę chatkę na kurzej stopce. Maleńkie to, rozchwiane, krzywe ściany. Na ganku, pamiętam, siedziały kury, jak strażniczki. Wchodzić, nie wchodzić, myślę, więc wołam od tych drzwi: – Niech będzie pochwalony... I ze środka tej biednej, zmurszałej chatynki odpowiada mi głosik. Czyściutką polszczyzną! Oniemiałem. Zaglądam – w środku babuleńka siwowłosa, malutka i krucha siedzi na łóżku i recytuje mi na głos „Ojcze nasz...”, „Pod Twoją obronę...” i Dziesięć przykazań... – wszystko razem. Wie Pani, od czego zaczęliśmy w tej mojej pierwszej ukraińskiej parafii? Nie od katechizmu, ale od zabiegów medycznych. Ta babuleńka miała ponad 90 lat i była w strasznym stanie. Opatrywałem jej nogi, całe w ranach i robakach. Czyściłem niewprawnie, długo i pewnie dla niej boleśnie. Dopiero potem wzięliśmy się za modlitwę. Najpierw robaki, potem „Ojcze nasz...”. Przez pierwsze lata tak właśnie pracowałem: chodziłem np. do... oni tak to nazywają – „umieralni dla chorych” albo do domu dziecka. I byłem pielęgniarzem, salowym, człowiekiem od wszystkiego. Ręce urobione po łokcie. Tak tam pracują wszyscy księża – nie tylko ja. Czujemy, że ludziom potrzebny jest czyn – najlepiej czyn miłosierdzia, bo bardziej wyrazisty, zrozumiały, cenny. Najpierw mi pomóż, a potem naucz mnie modlitwy. Zresztą proszę powiedzieć, co bardziej opowie drugiemu człowiekowi o istocie chrześcijaństwa niż zajęcie się jakimś nieszczęśnikiem?

– Albo inna historia. Bieda jest taka, że pracują nawet dzieci. Na jednym dojeździe spotkałem 14-letnie dziecko, dziewczynkę, chudzinkę, która żeby przyjść na Mszę św., musiała zostawić świnie. Pilnowała świń i tak zarabiała na życie. Po Mszy św. zaczęła płakać ze strachu, że teraz jej nie zapłacą, bo porzuciła trzodę... Chciałem pomóc, ale okazało się, że zapłata odbywa się w naturze – po prostu dziecko dostaje mięso zamiast hrywien. I tak to jest – skrajna bieda i skrajny przepych stoją obok siebie w ukraińskim domku.

Ksiądz po ukraińsku

– Teraz mam powiedzieć coś o sobie? Gdzie pracowałem? Najpierw w mieście Herca, tam była bardzo ciężka praca. Ale pierwsza parafia jest jak pierwsza miłość, sentyment pozostaje na zawsze. Potem biskup zabrał mnie do Odessy i ponad 6 lat przepracowałem tam jako wikary w katedrze, proboszcz w terenie, organizowałem nowe parafie, byłem biskupim kapelanem. Czasami trzeba było popracować fizycznie, a potem umyć się, przebrać i iść na rządowe salony. Teraz jestem proboszczem na obrzeżach Odessy. Budujemy kościół Bożego Miłosierdzia. Dużo jeżdżę, bo z jednego końca parafii na drugi jest jakieś 300 km. A co tydzień trzeba do ludzi pojechać z Panem Jezusem. Auto to mój drugi dom.

Reklama

– Ludzie czasem pytają, czym się różni praca księdza na polskiej parafii od pracy na Ukrainie. – U nas jest mocny element pionierski. Idzie się gdzieś i człowiek ma wrażenie, że jest tam pierwszym księdzem od niepamiętnych czasów. Że komuś odprawia pierwszą w jego życiu Mszę św., podobnie spowiedź, chrzest... – wszystko pierwszy raz. Po drugie – jest nas, kapłanów, mało. Nieustannie zmęczeni, niewyspani, setki kilometrów codziennie. Śpi się po mieszkaniach parafian, Msze św. odprawia się po blokach, gdzie jeden pokój adaptowano na kaplicę. A budowanie nowych to udręka. Nieustanne zabieganie o środki, o dobrych ludzi, którzy zechcą pomóc. Dlatego mam prośbę – popatrzcie łaskawiej na księdza, który przyjechał z Ukrainy do Waszej parafii i prosi o wsparcie. Dla nas nie jest to łatwe – tak prosić i prosić, żebrać nawet.

Oblicza wojny

– Boimy się, bo mówią, że ma tu powstać nowa Rosja. Boimy się, że to, co dzieje się na wschód od nas, rozleje się dalej, że nie odpuszczą. Człowiek się budzi i nie wie, co będzie. Praca ratuje naszą psychikę. Ratuje nas przed psychozą. Uspokajamy zrozpaczonych modlitwą. Bo gdy obok nas giną ludzie, to jedyne, co możemy zrobić...

Przywożą do nas trupy młodych ludzi – żołnierzy. To dla Ukraińców bohaterowie. Waleczni, choć słabo uzbrojeni, źle wyszkoleni. Boże dobry, jak szkoda tych dzieciaków... – ks. Jan nie umie już powstrzymać emocji. – Dramaty rodzinne rozgrywają się codziennie. Ktoś się dopiero ożenił i przyszli po niego. Komuś innemu zabrali jedynego żywiciela rodziny. Jak jest wojna, ludzie przestają myśleć humanitarnie. Nic się nie liczy, najmniej chyba ludzkie życie... Nie mogę pojąć, że jeszcze niedawno, chwilę temu, żyliśmy zgodnie. To propaganda zmienia ludzi w bestie. Rosjanie, Ukraińcy i wiele innych nacji. Płynnie przechodziło się w rozmowie z rosyjskiego na ukraiński albo odwrotnie. Nikomu to nie przeszkadzało. Aż wtrącił się mocarz. Zwyczajni ludzie, proszę Pani, chcą mieć spokój, dlatego zawsze się dogadają. Na tej wojnie ktoś zarabia, ktoś robi potężne interesy i dlatego jest, jak jest.

Reklama

Krym stanowi nadal część naszej diecezji. Został tam biskup pomocniczy, są też księża, którzy pracowali tam przed konfliktem. Na szczęście, mamy ze sobą kontakt. Staraliśmy się posyłać tam księży z rosyjskimi paszportami, bo jest nadzieja, że ich nie ruszą. Na Krymie pracują też kapłani z polskimi paszportami, ale na tamtejszych meldunkach, co też jest jakimś gwarantem spokoju. Przynajmniej taką mamy nadzieję.

W was nasza nadzieja

– Księża przyjeżdżają do Polski, bo wiedzą, że znajdą pomoc. Dziękujemy z serca za każdą złotówkę daną na Wschód. Bez Was nie dalibyśmy sobie rady. Tak naprawdę to tylko Polska odbudowuje wiarę katolicką na Wschodzie – czy to daleka Ukraina, czy Rosja, czy Białoruś. A jest to praca heroiczna i niekończąca się. Dlatego dziękujemy i prosimy o pamięć i wsparcie.

* * *

Ks. Jan:

– Wiem, że tego apelu pewnie nikt nie posłucha, ale zaapeluję. Ja, zwykły proboszcz z odeskiej parafii, gdzieś tam, na dalekiej Ukrainie, proszę:
Zostawcie nas w spokoju!
Zabierzcie stąd swoich ludzi i odejdźcie!
Stało się już tyle zła...
Nie ciągnijcie tego!

2015-01-07 15:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Leon XIV: zdrowie psychiczne to nie tylko kwestia kliniczna, ale także duchowa

2026-05-30 10:46

[ TEMATY ]

Papież Leon XIV

Vatican Media

Nie możemy podchodzić do kwestii zdrowia psychicznego wyłącznie jako do zagadnienia klinicznego czy technicznego. Człowiek może żyć autentycznie i przezwyciężać wiele wewnętrznych słabości - w perspektywie sensu. Kiedy natomiast człowiek odkrywa, że jego życie ma wartość, rodzi się nadzieja. A nadzieja nie jest naiwną iluzją - jest siłą duchową - wskazał Papież w przemówieniu do uczestników spotkania Organizacji Państw Iberoamerykańskich (OEI).

Leon XIV zwrócił się do przedstawicieli OEI, uczestniczących w spotkaniu „Mapy nadziei dla regionalnej agendy edukacyjnej. Zdrowie psychiczne, technologie cyfrowe i edukacja”. Temat wydarzenia Ojciec Święty określił jako „jedno z najpilniejszych i najważniejszych wyzwań naszych czasów” - relacjonuje Vatican News.
CZYTAJ DALEJ

Nasza diecezja ma nowego prezbitera

2026-05-30 13:16

[ TEMATY ]

katedra

święcenia prezbiteratu

Gorzów Wlkp.

Karolina Krasowska

Nasza diecezja ma nowego prezbitera

Nasza diecezja ma nowego prezbitera

Biskup Tadeusz Lityński udzielił święceń prezbiteratu diakonowi Łukaszowi Kozakiewiczowi. Uroczystość odbyła się 30 maja podczas Mszy św. w gorzowskiej katedrze.

Nowy prezbiter pochodzi z parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Głogowie. W tym ważnym momencie towarzyszyli mu bliscy, rodzina i przyjaciele. Zapytany, co ten moment dla niego oznacza, odpowiada: - Przyjęcie święceń kapłańskich przeżywam na dwóch poziomach: jako przyjęcie sakramentu święceń, czyli moment od którego będę realizował swoje chrześcijaństwo jako prezbiter, w kluczu duchowości kapłańskiej, sprawowania sakramentów i wypełniania obowiązków wynikających z święceń. Oraz na płaszczyźnie czysto egzystencjalnej czyli początku nowego etapu życia, w nowym miejscu, z nowymi obowiązkami, w innych warunkach niż zapewniało seminarium. Wszystko to nieustanne krąży w myślach, ale tak jak poprzednio mówiłem - jest to też wielka szkoła zaufania Bogu. W tej posłudze jakoś szczególnie dotyka mnie kwestia budowania Kościoła, poprzez życie parafialne, obecność w różnych grupach i wspólnotach i wynikająca z tego troska o jedność.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV apeluje o wysłuchanie wołających o pokój

2026-05-30 20:16

[ TEMATY ]

modlitwa

Papież Leon XIV

Vatican Media

„Pokój staje się możliwy, gdy pragnie się wysłuchać wołania tych, którzy są go pozbawieni: niewinnych dzieci, zaniepokojonych matek i ojców, maltretowanych więźniów, uchodźców, osób cierpiących niezależnie od wieku. Wszyscy oni mają na ustach jedno słowo: pokój!” - powiedział papież Leon XIV na zakończenie modlitwy różańcowej przy Grocie Matki Bożej z Lourdes w Ogrodach Watykańskich.

„Będę słuchał tego, co Pan Bóg mówi: oto ogłasza pokój ludowi i swoim wyznawcom, którzy się zwracają ku Niemu swym sercem” (Ps 85 (84), 9). Słowa Psalmu dobrze towarzyszą naszej modlitwie różańcowej tego wieczoru, ponieważ wyrażają nadzieję, której potrzebę tak bardzo odczuwamy, zwłaszcza wobec trudności i przemocy naszych czasów.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję