Reklama

Wiadomości

Życiowy tunel

Policyjne statystyki odnotowały w 2012 r. 4177 zgonów samobójczych. 19 proc. z nich dotyczy dzieci i młodzieży. W Polsce codziennie jeden młody człowiek odbiera sobie życie. Z roku na rok te liczby są wyższe

Niedziela Ogólnopolska 5/2015, str. 46-47

[ TEMATY ]

człowiek

Luz-Adriana-Villa-A./Foter CC-BY

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W przypadku samobójstw statystyki policyjne są zaniżone. W rzeczywistości szacuje się, że liczby te mogą znacznie przekraczać dane oficjalne. W Polsce taki rodzaj śmierci często nie jest odnotowywany w kartach zgonu. Lekarze wpisują zatrucie lub wypadek. Rodziny nie chcą ujawniać prawdziwej przyczyny śmierci swego dziecka. Wynika to z poczucia winy i ostracyzmu społecznego.

Kim są młodzi desperaci?

Michał i Ania znali się od małego. Razem chodzili do przedszkola, do szkoły. Od dzieciństwa mówili, że zawsze będą razem. Rodziny były ze sobą zaprzyjaźnione. Ojcowie prowadzili wspólny interes. Potem w wyniku pewnych transakcji pokłócili się. Ta domowa wojna odbiła się boleśnie na Ani i Michale. Dzieci zostały przeniesione do innych szkół. Zabroniono im spotykania się po lekcjach. Młodzi cały czas lawirowali, aby być razem. Czarę goryczy przelała decyzja rodziców Michała. Postanowili przenieść się do innego miasta. Odpowiedzią na to była ucieczka dzieci z domu. Gdy je odnaleziono, zastosowano restrykcyjne kary. W akcie desperacji młodzi, w wieku 15 lat, rzucili się pod pociąg.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Rodzice 9-letniego Darka byli zajęci wyłącznie swoimi kłótniami. Ojciec zdradzał matkę i bił ją. W domu niemal codziennie dochodziło do drastycznych scen. Chłopiec błagał matkę, aby uciekli do babci, która mieszkała w sąsiednim mieście. Matka nie chciała o tym słyszeć. Któregoś dnia po lekcjach Darek poszedł do parku. Zostawił na ławce plecak, a w nim pożegnalny list i powiesił się na gałęzi drzewa.

Kasia chodziła do pierwszej klasy liceum. Była bardzo wrażliwą, inteligentną dziewczyną. Oczytana, pisała dojrzałe, piękne wiersze. Nauczycielka języka polskiego nie mogła znieść jej oryginalnego sposobu myślenia. Zaczęły się szykany na lekcjach, poniżanie, wyśmiewanie uczennicy. Koleżanki i koledzy dobrze bawili się na tych specyficznych szkolnych spektaklach. Kasia nie mogła tego wytrzymać. Zaplanowała samobójstwo. Od pewnego czasu gromadziła środki nasenne, które podkradała swojej matce i babci. Któregoś dnia pojechała do podmiejskiego lasku i otruła się. Zostawiła dramatyczny list, w którym pisała, że nie może dalej żyć w świecie pogardy, wykluczenia i podłości. Miała niecałe 16 lat.

Reklama

To tylko trzy tragedie obrazujące różnorodność zjawiska. Charakterystyczne, że wiek samobójców obniża się. Ten ostateczny krok podejmują często dzieci, które nie ukończyły 10 lat. Dr Maciej Pilecki, psychiatra dziecięcy, zwraca uwagę, że dzieci są pozbawione lęku przed własną śmiercią. Nie rozumieją jej ostateczności, nieodwołalności. Pojęcie śmierci rozwija się pod koniec 10., 11. roku życia, a nawet później. Może dlatego, że dzieci nie uświadamiają sobie nieodwracalności śmierci, łatwo odbierają sobie życie? Na początku 2014 r. głośna była śmierć 12-latki z woj. wielkopolskiego. Marysia była radosną dziewczynką, lubianą w szkole, kochaną w domu. Wróciła z urodzin u koleżanki, porozmawiała z mamą, poszła do swojego pokoju. Po pół godzinie brat wszedł do jej pokoju i zobaczył ją martwą.

Jaki jest portret młodocianego samobójcy? Najczęściej jest to 16-, 17-latek mający niskie poczucie wartości, osamotniony, niepotrafiący zmierzyć się z konfliktami rodzinnymi, nieszczęśliwą miłością. Nastolatek odczuwa brak sensu życia, wpływu na swoją sytuację. Nie widzi dla siebie przyszłości, a swój świat postrzega jedynie w czarnych barwach. Czuje się wyizolowany ze swego środowiska, rezygnuje z wytyczonych celów, nie stara się pokonać trudności i ratuje się ucieczką, wycofaniem. Kłopoty w szkole, w rodzinie, nieszczęśliwa miłość stają się dla młodego człowieka barierami nie do pokonania. Sprowadzają na niego wszechogarniający lęk. W końcu marzy jedynie, aby jak najszybciej uwolnić się od bólu istnienia. Nie radzi sobie z szybko zmieniającymi się stanami emocjonalnymi: z wściekłością, rozpaczą, poczuciem beznadziejności i winy. Jedyne wyjście z tej emocjonalnej pułapki widzi w ucieczce w śmierć.

Pomoc

Reklama

Dziecko ze swoimi problemami bywa przeważnie osamotnione. Rodzice, zabiegani wokół codziennych kłopotów, bagatelizują stany emocjonalne swoich dzieci. „Okres dojrzewania, burza hormonów. Przejdzie mu”. „Jakie on może mieć problemy? Zobaczy dopiero w dorosłym życiu, co to są kłopoty”. To najczęstsze słowa, które nastolatek słyszy w domu. Szkoła stoi poza problemami psychicznymi dzieci. Nikt z nauczycieli nie zauważy zmiany w zachowaniu jednego z uczniów. Prof. Agnieszka Gmitrowicz, szefowa Kliniki Psychiatrii Młodzieżowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, uważa, że „dzieci słabsze są samotne, bo w swoich problemach nie znajdują wsparcia. Nie znajdują go w szkole, bo ta nie wie, jak postępować z uczniami w depresji. Nie potrafi jej rozpoznać. Przecież nie ma odgórnych wytycznych. Dziecko cierpi samo, w milczeniu”. A problemy psychiczne występują często, bo u co czwartego dziecka. Rodzice, jeśli w ogóle coś zauważą, wstydzą się takich problemów. Nawet przed sobą nie chcą się do tego przyznać. W Polsce nie ma terapii rodzin, nie ma systemu, który wspierałby dziecko w kryzysie. Można jedynie apelować o czujność rodziców. Powinni być spostrzegawczy, zauważać wszelkie zmiany w zachowaniu syna czy córki. Baczną uwagę trzeba zwrócić na społeczne wycofanie, izolację, poczucie smutku, beznadziejności, zagubienia, trudność w podejmowaniu decyzji, kłopoty z nauką, zaburzenia snu, odżywiania, używanie narkotyków, poczucie niepokoju, fobie, brak autorytetów. Zwłaszcza ten rozpowszechniony w dzisiejszych czasach relatywizm, zamazanie granicy między dobrem a złem, sprzyja rozpadowi psychiki. Młody człowiek nie ma się do kogo odwołać, jest zwykle zawieszony w pustce. Nastolatki, które kierują się w swoim życiu Dekalogiem, rzadko przejawiają działania suicydogenne. – Gdy umarła moja ukochana mama – mówi 15-letnia Basia – pierwszy odruch to była chęć ucieczki w śmierć. Potem zdałam sobie sprawę, że byłby to największy grzech, jak zawsze tłumaczyła mi mama. I w przyszłym życiu mogłabym się już z nią nie spotkać.

Co robić, gdy zauważy się zmiany w zachowaniu dziecka? Przede wszystkim nauczyć się go słuchać. Szczerze rozmawiać. Nie dawać zbawiennych rad i łatwych rozwiązań. Gdy widzisz, że nie dajesz sobie rady z problemem i słowa oraz działania dziecka przerastają cię, musisz mu o tym uczciwie powiedzieć. Naucz się dzielić z synem czy córką uczuciami. Zachowuj się empatycznie. Gdy twoje działania nie przynoszą rezultatu, szukaj pomocy u specjalisty psychologa czy psychiatry. Nigdy nie lekceważ słów dziecka. Ono wysyła do ciebie rozpaczliwe komunikaty. Jest mu źle, cierpi i prosi cię o pomoc. Gdy już dojdzie do próby samobójczej, nigdy nie można jej lekceważyć. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że dziecko zrobi to ponownie. Prof. Brunon Hołyst, zajmujący się suicydologią od prawie 40 lat, mówi: – Założyciel pierwszego telefonu zaufania pastor Chad Varah powiedział, że nie wolno lekceważyć żadnych prób samobójczych. Bo jest reguła, że za trzecim lub czwartym razem kończy się to śmiercią. Próby samobójcze są domeną dziewcząt (ok. 5 tys. rocznie). Chłopcy, aby się zabić, wybierają bardziej drastyczne i skuteczne metody.

Reklama

Dr Krzysztof Rosa, socjolog, suicydolog z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, zwraca uwagę na pewne podobieństwa rodzin, w których doszło do tragedii. – Są to zwykle rodziny zamknięte, ograniczające relacje ze światem zewnętrznym. A postawy rodzicielskie są tam skrajne. Dominuje nadopiekuńczość: dziecko trzyma się pod kloszem, drobiazgowo kontroluje, pozbawia prywatności i możliwości decydowania o sobie. Stawia mu się surowe wymagania, a poprzeczkę zawiesza wysoko. Towarzyszą temu emocjonalny dystans i chłód – mówi dr Rosa.

Drugi biegun to rodziny, które nie interesują się dzieckiem, nie mają z nim kontaktu, nie wiedzą nic o jego problemach. Z badań przeprowadzonych przez dr. Rosę wynika, że dzieci, które targnęły się na życie, pochodzą często z rodzin dotkniętych przemocą fizyczną i psychiczną, alkoholizmem, zdradą małżeńską i rozwodem, nieakceptacją nowego partnera matki czy ojca.

Samobójcze blogi

Od kilkunastu lat w Internecie istnieją różnorodne fora, na których młodzi łączą się w samobójczych zamiarach. „Szukam kogoś, kto razem ze mną odbierze sobie życie” – czytamy na jednym z nich. Z pozoru nic ich nie łączy, jedynie chęć śmierci. Na warszawskich Bielanach odnaleziono mężczyznę i dziewczynę. Powiesili się na słupie energetycznym. Przy niej znaleziono dokładne wyliczenia wysokości, z której trzeba skoczyć, aby pętla zacisnęła się skutecznie. Miała 15 lat. Była uczennicą gimnazjum, autorką bloga o śmierci. Odwiedzała często satanistyczne strony w Internecie. On – 36-latek, rencista. Były narkoman, chory na AIDS. Poznali się w Internecie i umówili na wspólną śmierć. Zetknęli się na portalu Zabij.pl, który policja zamknęła po ich samobójstwie.

Reklama

Takich wypadków jest więcej. Łatwiej umiera się we dwójkę lub w większym gronie. Na forach zawiera się pakty samobójcze. Przewodzi im lider, ktoś najbardziej zdeterminowany. Młodzi nakręcają się w swoich emocjach, wywierają presję jeden na drugiego. Tych niezdecydowanych popycha się do autoagresji. Tak jest na całym świecie. Trzy niemieckie nastolatki zamknęły się w namiocie i zagazowały grillem na śmierć. W Szwecji dwoje nastolatków skoczyło razem do wody. W Japonii kilka lat temu internetowe pakty stały się plagą.

Tragedia rodziców

Śmierć dziecka to zawsze dla rodziców dramat, ale samobójstwo, zwłaszcza dla osób wierzących, staje się niewyobrażalną tragedią. Niestety, nie ma u nas danych dotyczących życia rodzin po stracie samobójczej dziecka. Szacuje się jedynie, że 75-90 proc. takich rodziców ma poważne problemy w małżeństwie, a 50-75 proc. związków rozpada się.

– Byłam chyba złą matką – mówi mama 16-letniego Bogdana, który odebrał sobie życie. – Nie potrafiłam pomóc swemu dziecku. Bagatelizowałam jego przygnębienie, wewnętrzną izolację. Myślałam, że to okres dojrzewania, że samo przejdzie. Bogdan był bardzo zdolny. Miał wybitny talent matematyczny. Interesował się filozofią. Jesteśmy rodziną wierzącą. Zaniepokoiłam się, że syn przechodził załamanie wiary. Modliłam się za niego. Niezbadane są jednak wyroki Boskie. Modlę się do Jezusa o miłosierdzie dla niego. Choć od tego tragicznego dnia minęło 5 lat, nie potrafię dalej żyć.

To poczucie winy, że można było do tego nie dopuścić, że było się złym rodzicem, pogrążonym jedynie w swoich problemach, towarzyszy osieroconym rodzicom przez wiele lat, a bywa, że do końca życia. Według psychologa Małgorzaty Witkowskiej, tylko niektórym samobójstwom można było zapobiec. Zwłaszcza samobójstw spowodowanych depresją rodzice nie byli w stanie sami udaremnić. Bez względu na to, jak by się zachowywali, do tragedii i tak by doszło. Bardzo trudno jest odczytać sygnały, które wysyła zdesperowany nastolatek. Stają się one czytelne dopiero po tragedii.

Rodzice, którzy stracili dziecko przez jego samobójczą śmierć, są osamotnieni w swoim bólu. Znajomi i przyjaciele instynktownie unikają z nimi kontaktu – w obliczu takiego cierpienia nie wiedzą, jak mają z nimi rozmawiać, jak się zachowywać. Często nawet drogi współmałżonków rozchodzą się. – Ból jest tak ogromny – mówi Małgorzata Witkowska – że człowiek przestaje zwracać uwagę na ból współmałżonka, skazując w ten sposób i jego, i siebie na osamotnienie. Partnerzy oddalają się od siebie, przestają ze sobą rozmawiać, tracą szansę na bliskość i porozumienie.

2015-01-27 12:19

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Maryjne podejście do życia

Popularne przysłowie powiada: „Człowiek planuje, Pan Bóg prostuje”. Wielowymiarowe przesłanie tej maksymy sprawia, że można usłyszeć ją wciąż w najróżniejszych kontekstach. Ludowa mądrość poucza nas, że wobec życia trzeba przyjąć postawę pokory, a do swoich planów mieć rozsądny dystans. Nie zawsze to, co sobie człowiek wymyśli, jest dla niego najlepsze. Jednocześnie coraz popularniejsze stają się tzw. książki motywacyjne. Ich autorzy, określający siebie mianem trenerów życia (life coaching), zdają się jednak nie traktować poważnie zacytowanego na początku przysłowia. Zdecydowanie częściej powtarzają: „Chcieć to móc”. Dlatego zachęcają do tego, aby ustalać sobie konkretne, ambitne cele, a później konsekwentnie do nich dążyć. Treści zawarte w książkach motywujących do działania mogą być rzeczywiście pomocne w przezwyciężeniu słomianego zapału albo w zaplanowaniu sobie właściwej strategii nauki języka obcego. Nie ulega wątpliwości, że również w chrześcijaństwie istnieje pojęcie pracy nad sobą. Bł. Jan Paweł II mówił w 1987 r. na Westerplatte, że jest to najbardziej twórczy rodzaj pracy wykonywanej przez człowieka. Z kolei św. Josemaría Escrivá de Balaguer stwierdzał wprost, że aby coś osiągnąć, należy chociażby wstawać o ustalonej godzinie. Zachęcał także do realizowania niewielu, ale konkretnych postanowień.
CZYTAJ DALEJ

Szkaplerz „kołem ratunkowym”

Szkaplerz to najpopularniejsza obok Różańca świętego forma pobożności maryjnej. Historia szkaplerza sięga góry Karmel w Ziemi Świętej, kiedy to duchowi synowie proroka Eliasza prowadzili tam życie modlitewne. Było to w XII wieku. Z powodu prześladowań ze strony Saracenów bracia Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel przenieśli się do Europy i dali początek zakonowi zwanemu karmelitańskim. W południowej Anglii w Cambridge mieszkał pewien bogobojny człowiek - Szymon Stock, generał zakonu, który dostrzegając grożące zakonowi niebezpieczeństwa, modlił się gorliwie i błagał Maryję, Najświętszą Dziewicę, o pomoc. Pewnej nocy, z 15 na 16 lipca 1251 r., ukazała mu się Najświętsza Panienka w otoczeniu aniołów. Szymon otrzymał od Maryi brązowy szkaplerz i usłyszał słowa: „Przyjmij, Synu najmilszy, szkaplerz Twego zakonu jako znak mego braterstwa, przywilej dla Ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania”. Od tamtej pory karmelici noszą szkaplerz, czyli dwa prostokątne skrawki wełnianego sukna z naszytymi wyobrażeniami Matki Bożej Szkaplerznej i Najświętszego Serca Pana Jezusa, połączone tasiemkami. Słowo „szkaplerz” pochodzi od łacińskiego słowa „scapulae” (plecy, barki) i oznacza szatę, która okrywa plecy i piersi. Papież Pius X w 1910 r. zezwolił na zastąpienie szkaplerza medalikiem szkaplerznym. Do wielkiej Rodziny Karmelitańskiej chcieli przynależeć wielcy tego świata - królowie, książęta, możnowładcy, ale i zwykli, prości ludzie. Dzięki papieżowi Janowi XXII - temu samemu, który wprowadził święto Trójcy Świętej i wyraził zgodę na koronację Władysława Łokietka - szkaplerz stał się powszechny. Papież miał objawienia. Matka Boża przyrzekła szczególne łaski noszącym pobożnie szkaplerz karmelitański. A Ojciec Święty ogłosił te łaski światu chrześcijańskiemu bullą „Sabbatina” z dnia 3 marca 1322 r. Bulla mówiła o tzw. przywileju sobotnim. Szczególne prawo do pomocy ze strony Maryi w życiu, śmierci i po śmierci mają ci, którzy noszą szkaplerz. Jest to niejako suknia Maryi, czyli znak i nieomylne zapewnienie macierzyńskiej opieki Matki Bożej. Kto nosi szkaplerz karmelitański, ten otrzymuje obietnicę, że dusza jego wkrótce po śmierci będzie wyzwolona z czyśćca. Stanie się to w pierwszą sobotę miesiąca po śmierci. Oczywiście, pod warunkiem, że ta osoba nosiła szkaplerz w należytym duchu i żyła prawdziwie po chrześcijańsku, zachowała czystość według stanu i modliła się modlitwą Kościoła. Jan Paweł II pisał do przełożonych generalnych Zakonu Braci NMP z Góry Karmel i Zakonu Braci Bosych NMP z Góry Karmel, że w znaku szkaplerza zawiera się sugestywna synteza maryjnej duchowości, która ożywia pobożność ludzi wierzących, pobudzając ich wrażliwość na pełną miłości obecność Maryi Panny Matki w ich życiu. „Szkaplerz w istocie jest «habitem» - podkreślał Ojciec Święty. - Ten, kto go przyjmuje, zostaje włączony lub stowarzyszony w mniej lub więcej ścisłym stopniu z zakonem Karmelu, poświęconym służbie Matki Najświętszej dla dobra całego Kościoła. Ten, kto przywdziewa szkaplerz, zostaje wprowadzony do ziemi Karmelu, aby «spożywać jej owoce i jej zasoby» (por. Jr 2, 7) oraz doświadczać słodkiej i macierzyńskiej obecności Maryi w codziennym trudzie, by wewnętrznie się przyoblekać w Jezusa Chrystusa i ukazywać Jego życie w samym sobie dla dobra Kościoła i całej ludzkości” (por. Formuła nałożenia szkaplerza). Papież Polak od wczesnych lat młodości nosił ten znak Maryi. I zawsze zaznaczał, jak ważny w jego życiu był czas, gdy uczęszczał do kościoła na Górce (Karmelitów) w Wadowicach. Szkaplerz przyjęty z rąk o. Sylwestra nosił do końca życia. (Szkaplerz św. Jana Pawła II znajduje się w klasztorze Karmelitów w Wadowicach.) W orędziu z okazji jubileuszu 750-lecia szkaplerza karmelitańskiego pisał, że szkaplerz „staje się znakiem przymierza i wzajemnej komunii między Maryją i wiernymi, a w rezultacie konkretnym sposobem zrozumienia słów Jezusa na krzyżu do Jana, któremu powierzył swą Matkę i naszą duchową Matkę”. Matka Boża, kończąc swe objawienia w Lourdes i w Fatimie, ukazała się w szatach karmelitańskich jako Matka Boża Szkaplerzna. Wszystkie osoby noszące szkaplerz karmelitański mają udział w duchowych dobrach zakonu karmelitańskiego. Ten, kto go przyjmuje, zostaje na mocy jego przyjęcia związany mniej lub bardziej ściśle z zakonem karmelitańskim. Rodzinę Karmelu tworzą następujące kręgi osób: zakonnicy i zakonnice, Karmelitańskie Instytuty Życia Konsekrowanego, Świecki Zakon Karmelitów Bosych (dawniej zwany Trzecim Zakonem), Bractwa Szkaplerzne (erygowane), osoby, które przyjęły szkaplerz i żyją jego duchowością w różnych formach zrzeszania się (wspólnoty lub grupy szkaplerzne) oraz osoby, które przyjęły szkaplerz i żyją jego duchowością, ale bez żadnej formy zrzeszania się. Do obowiązków należących do Bractwa Szkaplerznego należy: przyjąć szkaplerz karmelitański z rąk kapłana; wpisać się do księgi Bractwa Szkaplerznego; w dzień i w nocy nosić na sobie szkaplerz; odmawiać codziennie modlitwę zaznaczoną w dniu przyjęcia do Bractwa; naśladować cnoty Matki Najświętszej i szerzyć Jej cześć. Modlitwa do Matki Bożej Szkaplerznej O najwspanialsza Królowo nieba i ziemi! Orędowniczko Szkaplerza świętego! Matko Boga! Oto ja, Twoje dziecko, wznoszę do Ciebie błagalne ręce i z głębi serca wołam do Ciebie: Królowo Szkaplerza, ratuj mnie, bo w Tobie cała moja nadzieja. Jeśli Ty mnie nie wysłuchasz, do kogóż mam się udać? Wiem, o dobra Matko, że Serce Twoje wzruszy się moim błaganiem i wysłuchasz mnie w moich potrzebach, gdyż Wszechmoc Boża spoczywa w Twoich rękach, a użyć jej możesz według upodobania. Od wieków tak czczona, najszlachetniejsza Pocieszycielko utrapionych, powstań i swą potężną mocą rozprosz cierpienie, ulecz, uspokój mą zbolałą duszę, o Matko pełna litości! Ja wdzięcznym sercem wielbić Cię będę aż do śmierci. Na twoją chwałę w Szkaplerzu świętym żyć i umierać pragnę. Amen.
CZYTAJ DALEJ

Prezydent Trump w orędziu zarzucił Chinom ingerowanie w wybory w 2020 r.

2026-07-17 06:59

[ TEMATY ]

Donald Trump

wybory 2020

Prezydent USA

orędzie Chiny

ingerowanie

PAP

Prezydent USA Donald Trump

Prezydent USA Donald Trump

Prezydent USA Donald Trump w czwartkowym orędziu do narodu zarzucił Chinom, że ingerowały w amerykański proces wyborczy w 2020 r. Podkreślił, że chce, by jesienne wybory uzupełniające do Kongresu były uczciwe i ponownie wezwał do przyjęcia ustawy Save America Act.

Prezydent USA wygłosił orędzie z Białego Domu tuż po godz. 21 (3 nad ranem w Polsce). Wystąpienie trwało ok. 30 minut. Ogłosił w nim odtajnienie „kluczowych materiałów wywiadowczych, które ujawniają szokujące słabości naszej (amerykańskiej) infrastruktury wyborczej”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję