Reklama

Trzeba rozmawiać

Kryzys małżeński może pojawić się w każdym czasie, niezależnie od tego, ile lat wspólnego życia małżonkowie mają za sobą. Może być końcem wszystkiego, ale także szansą naprawy związku

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wróciłam do domu z torbami pełnymi zakupów. Ręce mi odpadały. I co widzę? Mąż, w kapciach, już przed telewizorem. Myślałam, że chociaż ziemniaki obierze na obiad. Rzuciłam wszystko w kąt, wypiłam kawę, trzasnęłam drzwiami i wyszłam powłóczyć się po mieście. Wieczorem minęłam się z nim w drzwiach, wychodził właśnie na trening... – wspomina Justyna. – Nasze dni wyglądały podobnie. Ciągle się rozmijaliśmy, narastały wzajemne żale, złości. Nie dało się już żyć. Były dwa wyjścia – rozstać się albo szukać pomocy.

Rodzina potrzebuje wsparcia

Reklama

Jerzy Grzybowski, który wraz z żoną Ireną jest założycielem katolickiego stowarzyszenia Spotkania Małżeńskie, organizującego m.in. warsztaty dla małżeństw w kryzysie, uważa, że każde małżeństwo potrzebuje wsparcia – może je mieć w rodzinie, ale warto, by miało je we wspólnocie, w grupie małżeństw mającej konkretny program formacyjny. Przekonuje, że jeżeli przyjdzie kryzys, to trzeba szukać pomocy – nie chować go w sobie, tylko wytrwale szukać oparcia. – Pokonanie kryzysu nie jest łatwe – mówi ks. Grzegorz Płaneta, doradca duchowy i animator Spotkań Małżeńskich w Częstochowie, a także doradca krajowy ośrodka w Irlandii – bo kryzys rodzi wiele uczuć związanych ze strachem przed niewiadomą, z lękiem, że pewne rzeczy trzeba będzie zmienić. Jeśli jednak małżonkowie chcą konstruktywnie przejść przez kryzys, muszą być gotowi na zmianę tego, co dotychczas się nie sprawdziło, albo tego, co było dobre, ale wskutek nowych okoliczności musi ulec zmianie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wiele małżeństw, które szukają pomocy, przyjeżdżając na warsztaty organizowane przez Spotkania Małżeńskie, wykorzystuje tę szansę.

Nasze „tak” na przebaczenie

– Awanturom i kłótniom nie było końca. Raniliśmy się coraz bardziej – dzieli się swoimi przeżyciami Agata. – W końcu postawiłam mur. Nie odzywałam się do męża. Własnymi siłami prowadziłam dom i sprawowałam opiekę nad dziećmi. A mąż zajął się sobą... Staliśmy się dla siebie wrogami, i to pod jednym dachem. Aż doszło do rozpadu związku, z rozwodem włącznie. Czy byłam szczęśliwa? Nic bardziej mylnego. Pojawiło się bolesne uczucie pustki w środku. Miałam poczucie winy za zmarnowane małżeństwo. Rosła we mnie nienawiść do samej siebie – zwierza się.

I wtedy...

– Żona napisała do mnie list, w którym przepraszała mnie i prosiła o wybaczenie – mówi Jacek, mąż Agaty. – Jej słowa wywarły na mnie ogromne wrażenie. Może dlatego, że padły w sytuacji, kiedy wojna była już zakończona i przegrana przez nas. Zacząłem myśleć, jaką rolę odegrałem w tym, co się stało. Na ten list odpowiedziałem swoimi słowami, że także przepraszam i proszę o wybaczenie.

Reklama

Szukali pomocy i trafili na rekolekcje organizowane przez Spotkania Małżeńskie. – To był początek naszej wspólnej drogi ku sobie. Zaczęliśmy się poznawać na nowo, uczyliśmy się ze sobą rozmawiać, słuchać, rozumieć, aż w końcu wybaczyliśmy sobie przeszłość – mówi Jacek. – Doświadczenie weekendu Spotkań Małżeńskich otworzyło nam oczy na wiele kwestii, o których nawet sami nie myśleliśmy, że mogą być drażliwe – stwierdza Agata. – A ja przestałem traktować konflikty jako konfrontację, z której ktoś wychodzi zwycięski, a ktoś pokonany – dodaje Jacek. – Kiedyś miałem wrażenie, że przeprosiny są przyznaniem się do porażki. Teraz dla mnie przepraszanie i wybaczanie są elementami dialogu, a nie walki.

Niewiedza źródłem konfliktów

– Awantury, ucieczki z domu i pozamałżeńskie romanse są z jednej strony znakiem niedojrzałości emocjonalnej partnerów, z drugiej zaś – przejawem nieumiejętności rozmawiania ze sobą, brakiem dialogu – mówi Jerzy Grzybowski. – Jesteśmy różni, mamy odmienne osobowości. Jednakże w tej różnorodności możemy się nawzajem ubogacać – dodaje, a ks. Grzegorz Płaneta podkreśla, że źródłem konfliktów jest przede wszystkim niewiedza i ignorowanie potrzeb drugiej osoby. Każdy chce być wysłuchany, poczuć się kimś ważnym, wyjątkowym, docenionym. – Znam małżeństwa – mówi ks. Płaneta, które do kryzysu podeszły w sposób konstruktywny. Zainwestowały w pogłębienie łączącej je więzi poprzez uczestnictwo w Weekendzie Małżeńskim, spotkaniach poweekendowych, w Szkole dla Rodziców i Wychowawców, terapii systemowej. Dziś mówią, że są szczęśliwsi niż w dniu ślubu. I ja im wierzę. Bo patrząc na nich, widzę, że są świadomi siebie i że wychodzą naprzeciw swoim problemom.

Nie od razu wszystko się naprawiło

Reklama

– Pierwszy kryzys mieliśmy po trzech miesiącach i przekonaliśmy się, co znaczy mieć wrażenie życiowej pomyłki, poczucie rozpaczy, potrzasku – opowiadają Jola i Mariusz. – Pojechaliśmy na Spotkania Małżeńskie w pierwszym dostępnym terminie. Ludzie, którzy tam przyjechali, ba, nawet ludzie, którzy ten weekend prowadzili, nie byli idealnymi małżonkami, mieli te same problemy, co my. Tylko że im się udawało radzić sobie z tym. Po pewnym czasie znów zrobiło się źle między nami, doszły kłopoty finansowe, płacz dziecka w nocy, chodzenie po lekarzach, dojazdy do pracy, codzienna bieganina, wspólna modlitwa się rozsypywała. Było coraz więcej konfliktów... Zaczęło się od obwiniania tego drugiego, potem siebie, a potem do głosu dochodziło poczucie osamotnienia, tworzenia się przepaści między nami i chęć rezygnacji: dać sobie spokój z usiłowaniem naprawienia związku. Mieliśmy jednak w pamięci tamten weekend i czas potem, jak dobrze może być między nami. Bez obiecywania sobie cudów zaczęliśmy szukać wsparcia. Dołączyliśmy do grupy porekolekcyjnej Spotkań Małżeńskich, gdzie przypominaliśmy sobie o zasadach dialogu – mówią małżonkowie. – Nie od razu wszystko się naprawiło. Comiesięczne spotkania traktowaliśmy jako priorytet, wynajmowaliśmy opiekunkę do dzieci, aby móc wyjść wieczorem. W relacji małżeńskiej wielu problemów nie da się rozwiązać jednorazowo. Nie da się z dnia na dzień wykasować z pamięci usłyszanych słów. Ale z czasem okazuje się, że można nauczyć się nowych reakcji, postaw i zachowań – dzielą się swoim doświadczeniem.

W prostocie siła

Organizatorzy rekolekcji zaskakują uczestników metodą. – Jest to taka forma warsztatowa, która stwarza przestrzeń na faktyczne spotkanie się męża i żony – mówi ks. Płaneta. – Dostają oni tylko narzędzia i wprowadzani są w tematy. Czy małżonkowie spotkają się, czy nie, zależy od nich. Chciałbym podkreślić, że w ramach 11 obszarów spotkań rekolekcji podstawowych wszystko, co się dzieje, dzieje się między małżonkami, nie ma tam osób trzecich. I nie jest to spotkanie terapeutyczne.

Forma spotkań odwołuje się do psychologii dialogu o wymiarze bardzo prostym, jest dla ludzi z różnym wykształceniem. Animatorzy powtarzają małżonkom: „Pan Bóg dał nam dwoje uszu i jedne usta”. Wskazują tym samym na to, jak ta rozmowa ma wyglądać. Jeden z uczestników tak wspomina swój udział w warsztatach: – Jadąc na te rekolekcje, miałem przygotowaną listę problemów, nieporozumień, żalów do żony. Myślałem, że usiądziemy i ktoś nam powie: „To źle robisz ty, a to ona, i jak to wszystko wyprostujecie, to będziecie idealnie do siebie pasować”. Stało się coś innego, na co ja w ogóle nie byłem przygotowany. Nie mówiliśmy o problemach, ale o tym, jak się do siebie zwracać, jak sobie wybaczać, jak rozmawiać. Nie wiedziałem, że owoce mogą być tak duże i znaczące...

Warto było w to wejść

Reklama

– Bardzo trudno było mi zrozumieć i zaakceptować to, że przyczyny napięć, które pojawiają się w naszym małżeństwie, leżą w znacznej części we mnie, a nie w mojej żonie. To są moje uczucia, moje emocje, moje cechy osobowości, z którymi ja sobie nie radzę – mówi Maciek, który wraz z żoną uczestniczył w rekolekcjach Spotkań Małżeńskich. – A ja czułam się niekochana – dodaje Beata. – Długo nie mogłam przyjąć, że to nie to, że Maciej mnie nie kocha, ale po prostu przeżywa trudne chwile. Odkryłam, że po to, by zaspokoić swoje potrzeby bycia kochaną, zaczęłam wymuszać na mężu określone zachowania. A jeżeli nie spełniał moich oczekiwań, to trudne emocje najpierw długo nosiłam w sobie, a potem wybuchałam. Zrozumiałam, że miłość to zadanie budowania relacji. To sprawia mi teraz ogromną radość i daje sporą satysfakcję. Jestem wdzięczna Panu Bogu, że nie pozwolił mi się poddać – mówi.

Maciej przyznaje, że długo odczuwał niechęć do takiego „psychologicznego grzebania” w sobie. – Dopiero kiedy zobaczyłem, jak to działa w innych małżeństwach, odkryłem, że może to pomóc także mnie. Dzisiaj mam większą świadomość swoich cech osobowości. Lepiej nimi zarządzam i dlatego zmieniły się relacje w naszym małżeństwie. To nie stało się od razu. To był proces, który się jeszcze nie skończył. Mam też świadomość, że to, co się zmieniło w naszym małżeństwie, to wynik działania Pana Boga. Dialog naprawdę działa! Pan Bóg też. Warto było w to wejść!

Uratować rodzinę

W rekolekcjach podstawowych uczestniczą małżeństwa o różnej kondycji swojej miłości. Wiele z nich nie jest w kryzysie. Mimo to na zakończenie weekendu małżeństwa nie odnawiają przysięgi małżeńskiej, nie wszystkie pary są na to gotowe. Niektórzy z uczestników weszli dopiero na drogę zmian. Są świadectwa małżeństw, które już po weekendzie podstawowym wycofały pozew rozwodowy. Ale to nie wystarczy. Małżonkowie muszą uczyć się rozwiązywania konfliktów, otwartego mówienia o sobie i do siebie, dzielenia się ze sobą tym, czego doświadczają, co czują do siebie, muszą uczyć się także rozumienia siebie nawzajem, a nade wszystko – słuchania. Niektórzy odczuwają głód tej wiedzy. Dla tych, którzy odkryli, że metoda dialogu jest metodą dla nich, organizowane są spotkania poweekendowe raz w miesiącu. Jest także możliwość uczestniczenia w weekendach pogłębiających, podczas których można się pochylić nad tematem małżeńskich temperamentów, potrzeb, a także dialogu z Panem Bogiem. Kiedy dojdzie do zrozumienia drugiej osoby, do „wsłuchania się” w nią, to niejako konsekwencją staje się przebaczenie. Kiedy to nastąpi, uratowane zostaje nie tylko małżeństwo, ale też cała rodzina.

Terminy rekolekcji dla małżeństw, które chcą pogłębić swoją więź, lub dla małżeństw w kryzysie są dostępne na stronie: spotkaniamalzenskie.pl.

2015-03-10 16:25

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święty Jan Chryzostom

[ TEMATY ]

święty

Jan z Antiochii, nazywany Chryzostomem, czyli „Złotoustym”, z racji swej wymowy, jest nadal żywy, również ze względu na swoje dzieła. Anonimowy kopista napisał, że jego dzieła „przemierzają cały świat jak świetliste błyskawice”. Pozwalają również nam, podobnie jak wierzącym jego czasów, których okresowo opuszczał z powodu skazania na wygnanie, żyć treścią jego ksiąg mimo jego nieobecności. On sam sugerował to z wygnania w jednym z listów (por. Do Olimpiady, List 8, 45).

Urodził się około 349 r. w Antiochii w Syrii (dzisiaj Antakya na południu Turcji), tam też podejmował posługę kapłańską przez około 11 lat, aż do 397 r., gdy został mianowany biskupem Konstantynopola. W stolicy cesarstwa pełnił posługę biskupią do czasu dwóch wygnań, które nastąpiły krótko po sobie - między 403 a 407 r. Dzisiaj ograniczymy się do spojrzenia na lata antiocheńskie Chryzostoma. W młodym wieku stracił ojca i żył z matką Antuzą, która przekazała mu niezwykłą wrażliwość ludzką oraz głęboką wiarę chrześcijańską. Odbył niższe oraz wyższe studia, uwieńczone kursami filozofii oraz retoryki. Jako mistrza miał Libaniusza, poganina, najsłynniejszego retora tego czasu. W jego szkole Jan stał się wielkim mówcą późnej starożytności greckiej. Ochrzczony w 368 r. i przygotowany do życia kościelnego przez biskupa Melecjusza, przez niego też został ustanowiony lektorem w 371 r. Ten fakt oznaczał oficjalne przystąpienie Chryzostoma do kursu eklezjalnego. Uczęszczał w latach 367-372 do swego rodzaju seminarium w Antiochii, razem z grupą młodych. Niektórzy z nich zostali później biskupami, pod kierownictwem słynnego egzegety Diodora z Tarsu, który wprowadzał Jana w egzegezę historyczno-literacką, charakterystyczną dla tradycji antiocheńskiej. Później udał się wraz z eremitami na pobliską górę Sylpio. Przebywał tam przez kolejne dwa lata, przeżyte samotnie w grocie pod przewodnictwem pewnego „starszego”. W tym okresie poświęcił się całkowicie medytacji „praw Chrystusa”, Ewangelii, a zwłaszcza Listów św. Pawła. Gdy zachorował, nie mógł się leczyć sam i musiał powrócić do wspólnoty chrześcijańskiej w Antiochii (por. Palladiusz, „Życie”, 5). Pan - wyjaśnia jego biograf - interweniował przez chorobę we właściwym momencie, aby pozwolić Janowi iść za swoim prawdziwym powołaniem. W rzeczywistości, napisze on sam, postawiony wobec alternatywy wyboru między trudnościami rządzenia Kościołem a spokojem życia monastycznego, tysiąckroć wolałby służbę duszpasterską (por. „O kapłaństwie”, 6, 7), gdyż do tego właśnie Chryzostom czuł się powołany. I tutaj nastąpił decydujący przełom w historii jego powołania: został pasterzem dusz w pełnym wymiarze! Zażyłość ze Słowem Bożym, pielęgnowana podczas lat życia eremickiego, spowodowała dojrzewanie w nim silnej konieczności przepowiadania Ewangelii, dawania innym tego, co sam otrzymał podczas lat medytacji. Ideał misyjny ukierunkował go, płonącą duszę, na troskę pasterską. Między 378 a 379 r. powrócił do miasta. Został diakonem w 381 r., zaś kapłanem - w 386 r.; stał się słynnym mówcą w kościołach swego miasta. Wygłaszał homilie przeciwko arianom, następnie homilie na wspomnienie męczenników antiocheńskich oraz na najważniejsze święta liturgiczne. Mamy tutaj do czynienia z wielkim nauczaniem wiary w Chrystusa, również w świetle Jego świętych. Rok 387 był „rokiem heroicznym” dla Jana, czasem tzw. przewracania posągów. Lud obalił posągi cesarza, na znak protestu przeciwko podwyższeniu podatków. W owych dniach Wielkiego Postu, jak i wielkiej goryczy z powodu ogromnych kar ze strony cesarza, wygłosił on 22 gorące „Homilie o posągach”, ukierunkowane na pokutę i nawrócenie. Potem przyszedł okres spokojnej pracy pasterskiej (387-397). Chryzostom należy do Ojców najbardziej twórczych: dotarło do nas jego 17 traktatów, ponad 700 autentycznych homilii, komentarze do Ewangelii Mateusza i Listów Pawłowych (Listy do Rzymian, Koryntian, Efezjan i Hebrajczyków) oraz 241 listów. Nie uprawiał teologii spekulatywnej, ale przekazywał tradycyjną i pewną naukę Kościoła w czasach sporów teologicznych, spowodowanych przede wszystkim przez arianizm, czyli zaprzeczenie boskości Chrystusa. Jest też ważnym świadkiem rozwoju dogmatycznego, osiągniętego przez Kościół w IV-V wieku. Jego teologia jest wyłącznie duszpasterska, towarzyszy jej nieustanna troska o współbrzmienie między myśleniem wyrażonym słowami a przeżyciem egzystencjalnym. Jest to przewodnia myśl wspaniałych katechez, przez które przygotowywał katechumenów na przyjęcie chrztu. Tuż przed śmiercią napisał, że wartość człowieka leży w „dokładnym poznaniu prawdziwej doktryny oraz w uczciwości życia” („List z wygnania”). Te sprawy, poznanie prawdy i uczciwość życia, muszą iść razem: poznanie musi się przekładać na życie. Każda jego mowa była zawsze ukierunkowana na rozwijanie w wierzących wysiłku umysłowego, autentycznego myślenia, celem zrozumienia i wprowadzenia w praktykę wymagań moralnych i duchowych wiary. Jan Chryzostom troszczył się, aby służyć swoimi pismami integralnemu rozwojowi osoby, w wymiarach fizycznym, intelektualnym i religijnym. Różne fazy wzrostu są porównane do licznych mórz ogromnego oceanu: „Pierwszym z tych mórz jest dzieciństwo” (Homilia 81, 5 o Ewangelii Mateusza). Rzeczywiście, „właśnie w tym pierwszym okresie objawiają się skłonności do wad albo do cnoty”. Dlatego też prawo Boże powinno być już od początku wyciśnięte na duszy, „jak na woskowej tabliczce” (Homilia 3, 1 do Ewangelii Jana): w istocie jest to wiek najważniejszy. Musimy brać pod uwagę, jak ważne jest, aby w tym pierwszym etapie życia człowiek posiadł naprawdę te wielkie ukierunkowania, które dają właściwą perspektywę życiu. Dlatego też Chryzostom zaleca: „Już od najwcześniejszego wieku uzbrajajcie dzieci bronią duchową i uczcie je czynić ręką znak krzyża na czole” (Homilia 12, 7 do Pierwszego Listu do Koryntian). Później przychodzi okres dziecięcy oraz młodość: „Po okresie niemowlęcym przychodzi morze okresu dziecięcego, gdzie wieją gwałtowne wichury (…), rośnie w nas bowiem pożądliwość…” (Homilia 81, 5 do Ewangelii Mateusza). Potem jest narzeczeństwo i małżeństwo: „Po młodości przychodzi wiek dojrzały, związany z obowiązkami rodzinnymi: jest to czas szukania współmałżonka” (tamże). Przypomina on cele małżeństwa, ubogacając je - z odniesieniem do cnoty łagodności - bogatą gamą relacji osobowych. Dobrze przygotowani małżonkowie zagradzają w ten sposób drogę rozwodowi: wszystko dzieje się z radością i można wychowywać dzieci w cnocie. Gdy rodzi się pierwsze dziecko, jest ono „jak most; tych troje staje się jednym ciałem, gdyż dziecko łączy obie części” (Homilia 12, 5 do Listu do Kolosan); tych troje stanowi „jedną rodzinę, mały Kościół” (Homilia 20, 6 do Listu do Efezjan). Przepowiadanie Chryzostoma dokonywało się zazwyczaj podczas liturgii, w „miejscu”, w którym wspólnota buduje się Słowem i Eucharystią. Tutaj zgromadzona wspólnota wyraża jeden Kościół (Homilia 8, 7 do Listu do Rzymian), to samo słowo jest skierowane w każdym miejscu do wszystkich (Homilia 24, 2 do Pierwszego Listu do Koryntian), zaś komunia Eucharystyczna staje się skutecznym znakiem jedności (Homilia 32, 7 do Ewangelii Mateusza). Jego plan duszpasterski był włączony w życie Kościoła, w którym wierni świeccy przez fakt chrztu podejmują zadania kapłańskie, królewskie i prorockie. Do wierzącego laika mówi: „Również ciebie chrzest czyni królem, kapłanem i prorokiem” (Homilia 3, 5 do Drugiego Listu do Koryntian). Stąd też rodzi się fundamentalny obowiązek misyjny, gdyż każdy w jakiejś mierze jest odpowiedzialny za zbawienie innych: „Jest to zasada naszego życia społecznego (…) żeby nie interesować się tylko sobą” (Homilia 9, 2 do Księgi Rodzaju). Wszystko dokonuje się między dwoma biegunami, wielkim Kościołem oraz „małym Kościołem” - rodziną - we wzajemnych relacjach. Jak możecie zauważyć, Drodzy Bracia i Siostry, ta lekcja Chryzostoma o autentycznej obecności chrześcijańskiej wiernych świeckich w rodzinie oraz w społeczności pozostaje również dziś jak najbardziej aktualna. Módlmy się do Pana, aby uczynił nas wrażliwymi na nauczanie tego wielkiego Nauczyciela Wiary.
CZYTAJ DALEJ

Bp Waldemar Musioł o koncercie Padre Guilherme w Opolu: to nie była profanacja pierwszego piątku miesiąca

2026-09-08 16:23

[ TEMATY ]

Bp Waldemar Musioł

Padre Guilherme

Monika Książek/Niedziela

Nie milkną echa piątkowego koncertu „W górę serca” na opolskiej Itaka Arenie. Po lekturze setek komentarzy, wielu otrzymanych wiadomościach i rozmowach z uczestnikami koncertu przyszedł czas na małe podsumowanie również na tym profilu - pisze w swoich mediach społecznościowych bp Waldemar Musioł.

Podsumowaniem najpierw będzie - bo nie może być inaczej - wdzięczność wszystkim Uczestnikom i Organizatorom, Darczyńcom, zaangażowanym Służbom i Wolontariuszom (użycie wielkich liter nie jest przypadkowe), bo ich wysiłek i hojność, obok talentu i wysiłku Artystów, przyczyniły się do „wielkości” tego wydarzenia i do w większości pozytywnych ocen koncertu, a także do jego już ujawnionych i jeszcze nieznanych owoców, nie tylko materialnych.
CZYTAJ DALEJ

Wielki jubileusz w Górzycy

2026-09-13 21:00

[ TEMATY ]

jubileusz

Zielona Góra

Górzyca

Ośno lubuskie

biskupstwo lubuskie

ks. Czesław Grzelak

Górzyca

Górzyca

W Górzycy, która dawniej była stolicą diecezji lubuskiej, odbędą się w dniach 26–27 września uroczystości związane z jubileuszem 750-lecia przeniesienia siedziby biskupstwa lubuskiego z Lebus do Górzycy.

Wydarzenie pod hasłem „Śladami biskupów lubuskich – 750 lat historii pogranicza” rozpocznie się w sobotę 26 września 2026 o godz. 12:00 festiwalem historyczno-kulturalnym na placu przy kościele w Górzycy. O godz. 15:00 będzie sprawowana uroczysta Msza św. z poświęceniem kościoła. Na godz. 18.00 zaplanowano blok artystyczno-muzyczny. O godz. 19:00 uczestnicy będą mogli zobaczyć prezentację „Twarze, które skrywał czas”, poświęconą antropologii w służbie pamięci metodą 3D. O godz. 19:30 rozpocznie się koncert „Modlitwa pokoleń – głos, który trwa”. Pierwszy dzień jubileuszowych obchodów zakończy się Apelem Maryjnym o godz. 21:00.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję