Finansowy Instrument Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy SAFE został przygotowany w tajemnicy przed opinią publiczną przez unijnych urzędników. Obawy budzą krótki czas realizacji inwestycji, ograniczona możliwość doboru technologii zbrojeniowej, a przede wszystkim mechanizm warunkowości. Podobnie jak w przypadku Krajowego Planu Odbudowy (KPO) instrument SAFE może posłużyć do zmiany rządu w Warszawie wbrew woli wyborczej Polaków. – Polskiej armii są potrzebne duże pieniądze, jakie kryje program SAFE. Wątpliwości budzi jednak aspekt suwerennościowy, który jest dla mnie jako prezydenta Polski szczególnie ważny – powiedział prezydent Karol Nawrocki w trakcie odprawy oficerów Wojska Polskiego.
Istnieje realna obawa, że Polska będzie musiała spłacać raty zaciągniętego kredytu, a pieniędzy na zbrojenia nie otrzyma, podobnie jak było w przypadku KPO. Po zmianie władzy w Warszawie środki z KPO zostały bowiem odblokowane bez żadnych zmian w polskim prawie. Jedynym przejawem „przywrócenia” praworządności w Polsce była zmiana rządu, który jest bardziej spolegliwy wobec Berlina, Paryża i Brukseli.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Poparcie wojskowych
Reklama
Większość wojskowych broni programu SAFE, bo ten instrument finansowy przyspieszyłby dozbrajanie Sił Zbrojnych RP. Taka jest także rola żołnierzy, by zabiegać o maksymalne wsparcie dla wojska, polskiego przemysłu zbrojeniowego, a co za tym idzie – o wzmocnienie potencjału militarnego całego państwa. Przekonują, że trzeba się zadłużać na zbrojenia dziś, bo jutro może być za późno. – Szereg spraw trzeba wyjaśnić i zgłębić, ale Polska powinna do tego programu przystąpić tak jak inne państwa flanki wschodniej NATO. Dlatego też prezydent jako zwierzchnik sił zbrojnych powinien ten program poprzeć – podkreśla gen. Leon Komornicki, były zastępca szefa Sztabu Generalnego WP.
Kredyt zaciągnięty przez UE jest nieco tańszy niż analogiczna pożyczka zaciągnięta samodzielnie przez Polskę. Co najważniejsze, jego spłata jest odroczona w czasie, rozciągnięta na wiele lat i nie wlicza się do deficytu budżetowego. Prawdą jest jednak, że zapożyczamy Polskę na konto przyszłych dzieci i wnuków, które ten kredyt będą musiały spłacać, ale może dzięki niemu państwo będzie bezpieczniejsze i przetrwa obecne geopolityczne napięcia. SAFE jest też szansą na rozbudowę polskiego i europejskiego przemysłu zbrojeniowego, który przez dekady postzimnowojennego odprężenia został bardzo mocno zaniedbany. – Pieniądze z programu SAFE trzeba wydać tak, by wróciły do Polski w technologii, podatkach i sile politycznej – tłumaczy gen. Rajmund Andrzejczak, były szef Sztabu Generalnego WP.
Sprzeciw USA
Program SAFE jest więc szansą na zwiększenie bezpieczeństwa Polski i wsparcie rodzimego sektora zbrojeniowego, ale jest także zagrożeniem o charakterze politycznym. Po doświadczeniach rządów Zjednoczonej Prawicy w dialogu z Komisją Europejską nie należy się dziwić, że politycy PiS atakują ten instrument finansowania. – Im zależy na tym, żeby zabetonować scenę polityczną, żeby w oparciu o Berlin mogli utrzymać się przy władzy, żeby to Niemcy decydowali o tym, kto rządzi Polską, a nie Polacy – podkreśla Mariusz Błaszczak, były szef MON.
Unijny program jest też krytykowany przez naszego głównego sojusznika. Amerykańscy dyplomaci przy NATO i UE wyrazili sprzeciw wobec dyrektywy Unii Europejskiej, która ma dążyć do ograniczenia dostępu amerykańskich producentów broni do rynku europejskiego. Ich zdaniem, osłabi to możliwości koordynacyjne w ramach działań zbrojnych NATO. USA produkują bowiem jedyne na świecie myśliwce F-35, które w czasie wojny mogłyby latać m.in. nad Polską, unikając systemów wykrywania z obwodu królewieckiego. Zamienników dla baterii przeciwlotniczych Patriot również nikt w UE nie potrafi wyprodukować.
