Reklama
Ponad 250 mln zł w ciągu kilku dni wykręciła grupa, o której istnieniu jeszcze kilka dni wcześniej nie wiedziała zapewne większość osób 30+. Youtuber Piotr „Łatwogang” wspólnie z raperem Borysem Przybylskim „Bedoesem 2115” zorganizowali 9-dniowy stream, czyli transmisję programu na żywo, podczas której łączyli się ze znanymi piosenkarzami, sportowcami, influencerami, celebrytami, a wszystko w jednym celu – by zebrać fundusze na rzecz leczenia dzieci chorych na raka i Fundacji Cancer Fighters. Przekroczenia kwoty 250 mln zł nie przewidywali w najśmielszych marzeniach – jak dzieci cieszyli się po złamaniu 100 tys. zł. Autentyczni, empatyczni, niezmanierowani, wierzący, niestawiający siebie w centrum happeningu młodzi influencerzy prowadzący akcję z kawalerki zlokalizowanej na warszawskiej Pradze porwali serca Polaków. Uczynili to bez wsparcia telewizji publicznej, spółek Skarbu Państwa, promocji, zaangażowania polityków, skoków spadochronowych i innych atrybutów, na które co roku może liczyć Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Jerzego Owsiaka. Dysonans między tymi dwoma wydarzeniami był wyczuwalny. W niedzielę 26 kwietnia Krzysztof Stanowski z Kanału Zero przyjechał do kawalerki „Łatwoganga” i oznajmił mu, że widzi w nim nowego Owsiaka. Odpowiedź chłopaka była ujmująca: „Na tym etapie najchętniej zniknąłbym, nie chcę promować siebie. Chcę, by były zbierane pieniądze dla dzieciaków. Najlepsza byłaby organizacja pomocy bez mojej osoby”. Dla wątpiących Fundacja Cancer Fighters uruchomiła specjalną platformę internetową, na której będzie dokumentować każdy zakup, tak by wszystko było przejrzyste – w imię czystych idei, jakimi kierowali się darczyńcy (dissnaraka.cancerfighters.pl).
Wyścig na wpłaty
Podczas streamu zamożni i wpływowi Polacy przekazywali znaczące kwoty. Anna i Robert Lewandowscy wpłacili 1 mln zł, Jakub Błaszczykowski – 100 tys. zł, a jego fundacja drugie tyle, Piotr Zieliński – 140 tys. zł, Marcin Bułka – 100 tys. zł, Iga Świątek – 100 tys. zł, Dawid Podsiadło – 200 tys. zł. To tylko przykłady. Ale 80% całej sumy stanowiły kwoty od anonimowych darczyńców. Wyasygnowanie 100 zł z emerytury czy budżetu rodziny wielodzietnej było pewnie sporym poświęceniem i dowodzi masowej mobilizacji serc.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
„Bo ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie dzięki nim” – śpiewał Czesław Niemen. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że polską cechą narodową jest wrodzony romantyzm, mobilizacja wokół dobra. Tego dowodzi też nasza historia. W dwudziestoleciu międzywojennym Polacy i Żydzi rywalizowali w handlu i pojawiała się wzajemna niechęć. A jednak gdy przyszło zdać egzamin z człowieczeństwa, Polacy – mimo grożącej im kary śmierci – angażowali się w łańcuchy pomocy, by wydobyć szczególnie żydowskie dzieci z gett i ocalić je od zagłady. Były to m.in. postaci Matki Matyldy Getter, ks. Marcelego Godlewskiego, rodziny Ulmów, Kowalskich, Kosiorów oraz tysiące anonimowych akowców, kierowców, aprowizatorów, których nazwisk być może już nie odtworzymy. Ale dzieło ich życia przetrwa i zna je Bóg. Także Polskie Państwo Podziemne utworzyło Żegotę i instytucjonalnie włączyło się w ratowanie Żydów.
Polskie DNA
Reklama
Nieważne, jak głęboko jesteśmy dziś podzieleni politycznie, kto uważa się za lewaka, a kto za prawaka, kto przychodził na demonstracje organizowane przez Jarosława Kaczyńskiego, a kto na wezwania Donalda Tuska, kto je bojkotował i kto w ogóle nie bierze udziału w wyborach – potrafimy rzucić wszystko i zaangażować się, by dać świadectwo. Następują momenty kairos – szczególne wydarzenia w dziejach narodu, które nas jednoczą, i są one na tyle cenne, że możemy się do nich odwoływać. Duch Święty działał mocno za sprawą Jana Pawła II, z którego siły słów zrodziła się Solidarność. Nigdy dość przypominać, ile wtedy było ofiarności, woli działania, aktywności ludzi tak przecież różnie patrzących na rzeczywistość. Niektórzy byli na tyle istotni w walce o wolność, że komuniści ich mordowali. Pamięć o ich bohaterstwie jednak trwa. Po 1989 r., co naturalne w demokracji, podzieliliśmy się na partie, frakcje, środowiska, czytaliśmy inne gazety, oglądaliśmy różne telewizje. Ale i w ostatnich latach były wydarzenia, które na nowo jednoczyły Polaków. Jak 2 kwietnia 2005 r. i odejście Jana Pawła II – masowe marsze, spowiedzi po latach, postanowienia przemiany życia, pojednania kibiców zwaśnionych klubów. I nie udało się zohydzić postaci Ojca Świętego fałszem oskarżeń, one nie zmyły wspólnotowości tamtego doświadczenia, przynajmniej kolejnych pokoleń JPII. Spontanicznie, w odruchu serca, Polacy zaangażowali się w pomoc kobietom i dzieciom ukraińskim uciekającym z piekła wojny rozpętanej przez Rosję. Wiedzieliśmy, że nie mogą czekać. Niektórzy przyjmowali Ukraińców pod swoje dachy. I nikt nie musiał nas do tego wzywać, nie potrzebowaliśmy lekcji z działalności na rzecz uchodźców. My takie rzeczy czujemy, nosimy to w narodowym krwiobiegu.
21.37
Dziś młodzi raperzy, influencerzy siłą swojej popularności, zasięgów na YouTubie, Instagramie, TikToku mają łatwiejszą drogę dotarcia do serc i umysłów młodych. Bo nie są starymi trepami, przeciwko którym w sposób naturalny wymierzony jest protest pokoleniowy czy bunt w okresie dojrzewania. Jest to tym cenniejsze, że „Bedoes” otwarcie zadeklarował przywiązanie do wiary w Boga i to za jego sprawą całą akcję zbierania funduszy na drogie terapie ratujące życie chorych na nowotwory dzieci zakończono o godz. 21.37, bo „ta godzina jednoczy Polaków” – jak podkreślił. Ale nie zachowałby się tak bez świętej drogi życia Jana Pawła II, który – jak widać – działa i nadal „młodzi przychodzą do niego”. Ktoś powie: to może influencerzy są dziś ważniejsi od nauczycieli, wychowawców, księży? Tylko kto tych młodych aktywistów social mediów kształtuje? „Bedoes”, co widać, czerpał z dobrych wzorców i dziś potrafi porywać swoich fanów. Ale popularność w sieci można wykorzystywać też do mało budujących postaw, jak czynią to „aktorki” sprzedające swoje ciała w wyrafinowany sposób na platformach internetowych i zarabiające z tego tytułu nawet po kilkaset tysięcy złotych miesięcznie. Taka droga na skróty jest nęcąca, a niektóre influencerki porno goszczą nawet w popularnych programach, w których próbują usprawiedliwiać tę swoją szczególną aktywność „zawodową”. Każdy na swej drodze potrzebuje spotkania z mistrzem, mentorem, nauczycielem, kapłanem, którego przykład pociągnie ku dobru.
„Staram się, bym ja był jak najbardziej z tyłu, by skupiać się na dzieciakach” – deklaruje „Łatwogang” i jest w tym przekonujący. Może jego pokora, serce i zapał, obok samego celu, zdecydowały o zwycięstwie. Okazał się liderem, który porwał nas do dobra, nie stawiając siebie w centrum, nie spieniężając własnej akcji, choć posypały się z miejsca propozycje reklamowe. Jakie to ewangeliczne. Podobnie jak zorganizowanie akcji charytatywnej na rzecz autentycznie najsłabszych – chorych na nowotwory dzieci i ich steranych cierpieniem rodziców. Również wtedy, kiedy relacjonował swoje wizyty na oddziale onkologicznym, „Łatwogang” był autentyczny. „Ta akcja to najwspanialsza rzecz, jaką w życiu zrobiłem. Dzięki tej zbiórce mogę już mieć poczucie, że moje życie miało sens” – wyznał. Niebo można szturmować przez dobre wykorzystanie mamony.
