Reklama

Był jak meteor…

20 lipca br. na stoku Matterhorn w Alpach podczas schodzenia ze szczytu zginął ks. Zbigniew Antosz, obdarzony przez Boga wieloma talentami, lubiany za swoją nieprzeciętną osobowość i pogodę ducha. Trzeba było czekać aż trzy długie tygodnie zanim jego ciało zostało przewiezione do Polski po tragicznej śmierci. Był to czas stawiania pytań bez odpowiedzi, czas próby dla wiary, czas swoistych rekolekcji…

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ciało ks. Zbyszka zostało 9 sierpnia przywiezione do Dąbrowicy k. Biłgoraja, jego rodzinnej parafii, gdzie o godz. 18 pod przewodnictwem bp Mariusza Leszczyńskiego sprawowana była w intencji ks. Zbigniewa Msza św. z udziałem wielu kapłanów i wiernych. Ksiądz Biskup w kazaniu mówił o tajemnicy śmierci i nadziei jaką daje zmartwychwstanie Chrystusa. Czuwanie modlitewne przy trumnie kapłana trwało do godz. 22.
10 sierpnia 2007 r. był ciepły, sierpniowy dzień, przeplatany przelotnym deszczem. Kościół św. Marii Magdaleny w Biłgoraju. Przed ołtarzem trumna, a w niej ciało 38-letniego ks. Zbigniewa. Przy trumnie przepełnieni bólem rodzice, siostry i krewni…
O godz. 11 biskup zamojsko-lubaczowski Wacław Depo i biskup senior Jan Śrutwa oraz setki kapłanów z różnych diecezji celebrowali Mszę św. żałobną w intencji zmarłego tragicznie Kapłana. We Mszy św. uczestniczyli pracownicy kurii biskupiej, profesorowie i studenci KUL, przedstawiciele władz samorządowych, wierni z parafii, w których pracował i wielka rzesza zgromadzonych przed kościołem.
Liturgii przewodniczył bp Wacław Depo. We wprowadzeniu do Mszy św. powiedział m.in.: „Wszelkie pielgrzymowanie człowieka bez wchodzenia na Golgotę nie ma sensu. Dlatego w czasie pielgrzymek, gdy nasi współbracia i siostry spełniają tę tajemnicę Kościoła, który jest «w drodze», wchodzimy na szczyt Golgoty, w tajemnicę Eucharystii, w tajemnicę życia i kapłańskiej posługi śp. ks. Zbigniewa. Wchodzimy, aby przeżyć razem z Chrystusem Jego ofiarę z samego siebie, za życie każdego z nas, aby schodząc z Golgoty spotkać Go jako Zmartwychwstałego, Pana życia, Zwycięzcę śmierci. Dlatego w tę tajemnicę wpisujemy tajemnicę życia i cierpienia, i śmierci aby miał udział w życiu, które jest wbrew prawu śmierci (…)”.
W homilii Pasterz diecezji nawiązał do fragmentu Ewangelii św. Łukasza mówiącej o uczniach idących do Emaus, czytanej podczas liturgii. Jezus towarzyszy uczniom, przybliża się do nich, wyjaśnia im wiele tajemnic, pozwala przejść przez „ciemną dolinę”. Tylko On pozwala zrozumieć przejście „z życia do życia” ks. Zbigniewa. Swoją homilię Ksiądz zakończył modlitwą: „Dziękujemy Bogu za dar życia, tajemnicę powołania i posługi księdza Zbigniewa. Sam tak pisał w testamencie: «Bogu wszechmogącemu składam moją wdzięczność za dar powołania i za całą drogę życia, którą mnie prowadził». Prosimy dla niego o łaskę miłości miłosiernej, która zawsze dźwiga i przenosi. Prosimy o dar nowych i przejrzystych, oddanych sprawie Boga i ludzi kapłanów. Prosimy przez pośrednictwo Matki Miłosierdzia: «Maryjo, oczy Twoje na nas zwróć… O łaskawa, o litościwa..». A świętej pamięci naszemu bratu Zbigniewowi ukaż Jezusa «błogosławiony owoc Twojego życia»”.
Na zakończenie Mszy św. słowa pożegnania wypowiedział m.in.: bp Jan Śrutwa, który podkreślił wielkie oddanie i dyspozycyjność ks. Zbigniewa. Porównał go do żołnierza, który nigdy nie odmawia wykonania rozkazu. Przemawiał także promotor jego niedokończonego przewodu doktorskiego ks. prof. Henryk Misztal, koledzy z roku, kapłani i świeccy, którym osoba księdza Zbyszka była szczególnie droga.
Szpaler sióstr zakonnych, duchownych i świeckich poprzedzał trumnę zmarłego tragicznie Księdza, niesioną przez kapłanów w procesji na cmentarz, a za trumną liczni wierni. Ks. Zbigniew spoczął w rodzinnym grobowcu na cmentarzu przy ul. Krzeszowskiej, obok swojego brata, gdzie będzie oczekiwał na dzień zmartwychwstania.
Wracając z cmentarza usłyszałem od jednego z kapłanów: „Zbyszek był jak meteor. Szybko zabłysnął na ciemnym niebie… i szybko zgasł”. Coś w tym jest, bo jego krótkie życie było pełne blasku i choć zgasło tu, na ziemi, rozbłyśnie światłem Chrystusa, do którego wspinał się zdobywając góry.
Osiągnąłeś swój szczyt, Zbyszku! Pamiętaj w modlitwie o nas, pokonujących kolejne granie i przełęcze, urwiska, ściany i lodowce jakie niesie życie. Będziemy pamiętać o tobie, aż się spotkamy na Szczycie Zbawionych w obecności Pana.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2007-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Róża z Limy

[ TEMATY ]

święci

Adobe Stock

Św. Róża z Limy

Św. Róża z Limy
Religijne wychowanie Izabela de Floresy del Oliva urodziła się 20 kwietnia 1586 r. W Limie przeżyła całe swoje życie. Imię wybrała jej matka, okazało się, że na krótko. Dziewczynka ze względu na delikatną cerę nazywana była Różą. Potem otrzymała to imię podczas bierzmowania i mało kto pamiętał, że wcześniej nazywała się Izabela. Pracowitość Róża była równie pracowita, co piękna. Odznaczała się głęboką wiarą i pobożnością. Bardzo szybko zaczęła pomagać rodzinie. Hodowała kwiaty, haftowała, szyła. Jako młoda dziewczyna obiecała Panu Bogu całkowite oddanie i złożyła ślub czystości. Kiedy próbowano wydać ją za mąż, ona zdecydowanie przeciwstawiła się temu. Wszystkie trudności znosiła z wielką cierpliwością.
CZYTAJ DALEJ

Święta Nowego Świata

2026-08-18 14:23

Niedziela Ogólnopolska 34/2026, str. 20

[ TEMATY ]

Św. Róża z Limy

commons.wikimedia.org

Św. Róża z Limy, dziewica

Św. Róża z Limy, dziewica

Miała 31 lat, gdy umierała, a Lima już wtedy uważała ją za świętą.

Lima na początku XVII wieku była młodym, bogacącym się miastem w Peru należącym wówczas do hiszpańskiego imperium. Obok pałaców, klasztorów i kościołów istniały bieda, nierówności i twardy porządek kolonialny. Właśnie w takim świecie dorastała Isabel Flores de Oliva, późniejsza św. Róża z Limy. Nie wyjechała na misje, nie założyła zakonu, nie została wielką reformatorką, a mimo to stała się pierwszą kanonizowaną świętą Ameryki.
CZYTAJ DALEJ

Ksiądz pielgrzym, który zawsze mówił: „Damy radę”

2026-08-23 13:44

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

ks Paweł Kłys

„Był sługą, który zawsze mówił: damy radę”. W Łękawie uczczono pierwszą rocznicę śmierci ks. Władysława Pietrzyka

„Był sługą, który zawsze mówił: damy radę”. W Łękawie uczczono pierwszą rocznicę śmierci ks.
Władysława Pietrzyka

– „Dobra, dobra, damy radę, poradzimy sobie” – te słowa ks. Władysława Pietrzyka przez lata towarzyszyły pielgrzymom zmierzającym na Jasną Górę. W przededniu pierwszej rocznicy jego śmierci w parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Łękawie modlono się za zmarłego kapłana, wspominając go jako człowieka wielkiego serca, kapłana-sługę i gospodarza, który zawsze był gotów pomóc drugiemu człowiekowi.

W sobotni wieczór, 22 sierpnia, Eucharystii w intencji śp. ks. Władysława Pietrzyka przewodniczył bp Zbigniew Wołkowicz. Homilię wygłosił ks. Łukasz Tarnawski, proboszcz parafii św. Kazimierza w Łodzi i wieloletni kierownik Pieszej Pielgrzymki Łódzkiej na Jasną Górę.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję