Reklama

Niedziela w Warszawie

Wakacyjny cykl

Lipiec przed Powstaniem

Na początku lipca jeszcze nic nie wskazywało, że miesiąc później wybuchnie w Warszawie powstanie. Nie minęły jednak trzy tygodnie, a atmosfera w stolicy zupełnie się zmieniła

Niedziela warszawska 27/2014, str. 6-7

[ TEMATY ]

rocznica

Marcin Żegliński

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Niemieckie zdjęcia lotnicze Warszawy, od Woli po Pragę, od Żoliborza po Mokotów, wykonane podczas lotu zwiadowczego, na przełomie czerwca i lipca 1944 r., pokazują place, ulice i parki pełne ludzi i pojazdów. Dzięki dobrej pogodzie oraz dużym umiejętnościom fotografa powstały zdjęcia o wyjątkowo dobrej jakości.

W blasku letniego słońca widać zniszczenia z czasów oblężenia we wrześniu 1939 r., ale przede wszystkim ożywiony ruch i budynki, które za kilka tygodni, miesięcy, miały już nie istnieć.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Lipiec 1944 r. był dość upalny. „Dni słoneczne, upalne, parne, pełne napięcia nie tylko atmosferycznego” – wspominał Władysław Bartoszewski w „Dniach walczącej stolicy”. To były ostatnie względnie spokojne dni i tygodnie w mieście.

Jak wspominał po latach Stanisław „Orsza” Broniewski, naczelnik Szarych Szeregów, miesiąc przed Powstaniem niewiele wskazywało na jego wybuch. Jednak w miarę zdzierania z kalendarza lipcowych kartek, atmosfera stawała się coraz gorętsza.

Niemcy trochę odpuścili

Reklama

Warszawę Niemcy trzymali w żelaznym uścisku, ale po udanym zamachu 1 lutego Kedywu AK na Franza Kutscherę, dowódcę SS na dystrykt warszawski i po niemieckim odwecie – nałożono na Warszawę wysoka kontrybucję i rozstrzelano 100 zakładników w Alejach Ujazdowskich, w pobliżu miejsca akcji – nastąpiła względna odwilż. Mord w Alejach Ujazdowskich był jedną z ostatnich zbiorowych, publicznych egzekucji przed wybuchem Powstania Warszawskiego.

– Na wiosnę, po zamachu na Kutscherę, Niemcy trochę odpuścili, polityka w stosunku do Polaków nieco zmieniła się. Nie było egzekucji, łapanek było mniej – zaznacza Katarzyna Utracka, historyk z Muzeum Powstania Warszawskiego. Miało to także związek z sytuacją na froncie. Niemcy mieli teraz inne priorytety. A Warszawiacy do tego szybko przyzwyczaili się.

„Dla nikogo nie ulega już żadnej wątpliwości, że niemiecki front wschodni jest w pełnym odwrocie. Na ulicach Warszawy pojawia się coraz więcej rozbitków Wehrmachtu brudnych, rannych, obdartych, pojedynczymi samochodami, na chłopskich wozach, nieraz pieszo – wspominał „Orsza” Broniewski. – Widok butnego dotąd Wehrmachtu jeszcze bardziej podnosi atmosferę Warszawy. Tyle tylko, że zgodnie z narodowymi, pięknymi zresztą cechami Polaków, na ten widok niemieckiej klęski myśl o doznanych krzywdach, żądza zemsty maleje, topnieje, rozpływa się, a na jej miejsce powstaje namiętne, wszechpotężne pragnienie wolności”.

Siła ognia

Niewielu wiedziało, jakie dyskusje trwały w lipcu 1944 r. we władzach emigracyjnych i dowództwie AK. Początkowo władze polskiego państwa podziemnego nie przewidywały powstania w Warszawie. Walki w niej miały się toczyć jedynie w ramach planu „Burza”, powstania powszechnego w całym kraju, które powinno było wybuchnąć w momencie załamywania się III Rzeszy.

Reklama

W marcu 1944 r. gen. Tadeusz Bór-Komorowski, dowódca AK, wyłączył stolicę z planu „Burza”. Powód: chęć uniknięcia zniszczeń i zaoszczędzenia cierpień ludności cywilnej. Od tej chwili broń ze zrzutów brytyjskich lub tajnie wyprodukowana w kraju była kierowana przede wszystkim do okręgów na wschodnim brzegu Wisły, gdzie miały być zrealizowane główne zadania „Burzy”. Jeszcze na początku lipca wysłano tam z Warszawy prawie tysiąc pistoletów maszynowych z amunicją. Dozbrojono sąsiadów, ale osłabiono siłę ognia AK w stolicy.

Jeszcze w czerwcu rząd polski w Londynie jak i delegat rządu w kraju Jan Stanisław Jankowski rozważali sprawę nakłonienia Niemców, przy pomocy kół watykańskich i szwajcarskich, do uznania Warszawy za miasto otwarte i do wyłączenia jej ze strefy działań wojennych, potem plany się zmieniły.

W stronę Wisły

Po latach powstańcy i zwykli warszawiacy, którzy przeżyli Powstanie, nie pamiętali dobrze tego, co się działo miesiąc przed Powstaniem. – Wspomnienia są ubogie, zacierały się, nie było w tym czasie wydarzeń, które pamiętałoby się długo – zwraca uwagę Katarzyna Utracka. Niemniej ze wspomnień wynika, że długo przed wybuchem wyczuwano napięcie.

– Ludzie wiedzieli, że Niemcy doznają porażek na froncie wschodnim, że wycofują się, przesuwają się w stronę Wisły. Na wschodzie trwała akcja „Burza”, tam chwycono za broń, więc wielu przypuszczało, że i w Warszawie chwycą za broń – mówi Utracka. – Ludzie wspominali najbardziej ostatnie chwile przed Powstaniem. Wycofujące się z frontu wojska niemieckie, atmosferę ożywienia, napięcia, czy szum po zamachu na Hitlera w Wilczym Szańcu 20 lipca. Słuchali radia, czytali ulotki, w którym komuniści wzywali do powstania, mieli też informacje o powstaniu PKWN.

Reklama

Po latach płk Kazimierz Iranek-Osmecki, szef wywiadu AK, koniec czerwca i początek lipca wspomina jako jedna z przełomowych chwil przed wybuchem Powstania. Wszak 22 czerwca Armia Czerwona rozpoczęła wielka letnia ofensywę, która miała ją doprowadzić aż do Warszawy.

– I w tym przypadku uczucia, jakich doznawaliśmy, były złożone. Była to mieszanina na poły radości, na poły strachu – wspominał Pułkownik. – Radości, że wkrótce będziemy oswobodzeni, obawy, że znowu znajdziemy się pod okupacją. W tej atmosferze wrażeń boleśnie przeciwstawnych powstała myśl o Powstaniu.

Ostatnia niedziela

Jest 20, 21, 22 lipca. W mieście panuje popłoch, Niemcy przemieszczają się przez miasto. Brudni, obszarpani, idą pieszo lub jadą na wózkach ciągniętych przez konie. Warszawiacy z niedowierzaniem, ale i radością patrzą na ten exodus.

„Ostatnia lipcowa niedziela upłynęła w niezwykłym nastroju. To był już nie tylko odwrót (Niemców) ze wschodu – wspominał Stanisław „Orsza” Broniewski. – Panika objęła Niemców warszawskich. Znienawidzone twarze warszawskich gestapowców i urzędników niemieckich pojawiły się, lecz w jakże innych okolicznościach – pośpiech i strach malował się na tych twarzach, towarzyszył każdemu ruchowi. Na ten widok fala nienawiści zacisnęła znów polskie pięści”.

Niemcy, wspominał „Orsza”, wywozili z Warszawy zrabowane precjoza. „Ludzie spluwali na ten widok odwracali głowy. Cud, że wówczas nie nastąpiły spontaniczne starcia, które mogły jak płomień ogarnąć miasto”.

Reklama

Jednak Niemcy szybko panikę opanowali. Sytuacja zaczęła się zmieniać. Coraz mniej było cofających się oddziałów niemieckich, pojawiały się za to nowe jednostki, jak np. osławiona Dywizja Pancerno-Spadochronowa Hermann Goering, która przeszła przez most na Pragę.

Do Warszawy wrócił gubernator Ludwig Fischer i wydał wojenny rozkaz: 100 tys. warszawiaków ma się zgłosić do budowy fortyfikacji. Miasto miało być zamienione w fortecę, Festung Warschau i bronić się przed Sowietami. Ale Warszawa do robót nie stawiła się: zgłosiło się ledwie kilkaset osób, głównie ludzi starszych i ułomnych.

„Nie było to już jednak w stanie obniżyć nastrojów polskich. Front za Wisłą huczał – wspominał „Orsza” powrotu władz niemieckich. – Dla każdego myślącego człowieka stawało się jasne, że nastrój, atmosfera panujące w mieście mogą każdej chwili pochwycić inicjatywę nadchodzących wypadków. Tym hardziej, że ci przywódcy polscy, od których zależała decyzja, byli także częścią tak czującego społeczeństwa”.

Zaraz po tym, gdy 23 lipca armia sowiecka zajęła Lublin, Warszawa dowiedziała się o powstaniu PKWN, marionetkowego, komunistycznego rządu. Jego utworzenie było zasadniczym krokiem do przyszłego objęcia władzy w całej Polsce przez komunistów i ich sympatyków pod egidą Moskwy. Moskwa ogłosiła, że PKWN jest „jedyną legalną tymczasową władzą w Polsce”.

Reklama

Niemcy wydali zakaz gromadzenia się ludności w większych grupach, ale – jak zaobserwował płk Janusz Bokszczanin „Sęk”, drugi zastępca szefa sztabu Komendy Głównej AK, warszawiacy nic sobie z tego nie robili. Stali w grupkach, po kilku, kilkunastu i zapalczywie dyskutowali o sytuacji militarnej.

Właśnie wtedy gen. Tadeusz Bór-Komorowski zmienił zdanie. Już nie myślał, żeby za wszelką cenę unikać zniszczeń i zaoszczędzić cierpień ludności cywilnej. Uznał, po konsultacji z najbliższymi współpracownikami, że stolica powinna być uwolniona polskim wysiłkiem, na krótko przed wejściem Sowietów do miasta.

Gdy 25 lipca Bór-Komorowski wysłał do Londynu depeszę: „Jesteśmy gotowi w każdej chwili do walki o Warszawę” i wydał płk. Antoniemu Chruścielowi „Monterowi” rozkaz o gotowości do rozpoczęcia Powstania, w gotowości stają też Niemcy. Odtwarzają oddziały, szykujące się do obrony swoich pozycji. Mimo trudnej sytuacji po prawej stronie Wisły, postanowili – ze względu na spodziewane powstanie – nie wysyłać na front wszystkich stacjonujących w polskiej stolicy oddziałów. Hitler nakazał utrzymanie Warszawy.

2014-07-02 16:29

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Obchody 50. rocznicy śmierci bp. Zdzisława Golińskiego

[ TEMATY ]

rocznica

Msza św.

Ks. Mariusz Frukacz

Abp Wacław Depo 6 lipca wieczorem przewodniczył Mszy św. w archikatedrze Świętej Rodziny w Częstochowie z racji 50. rocznicy śmierci bp. Zdzisława Golińskiego, drugiego ordynariusza diecezji częstochowskiej w latach 1951-63. Mszę św. z metropolitą częstochowskim koncelebrowali m. in. kapłani wyświęceni przez bp. Golińskiego na czele z ks. inf. Marianem Mikołajczykiem, wikariuszem generalnym i kanclerzem Kurii Metropolitalnej. W Mszy św. wzięli udział m.in. alumni Wyższego i Niższego Seminarium Duchownego w Częstochowie, osoby życia konsekrowanego. Liturgię wzbogacił śpiew chóru „Basilica Cantans” archikatedry Świętej Rodziny.
CZYTAJ DALEJ

Tragiczny wypadek na A1. Nie żyje prof. Marcin Kozakiewicz, wybitny łódzki chirurg

2026-05-29 15:59

[ TEMATY ]

śmierć

Uniwersytet Medyczny w Łodzi

Środowisko medyczne oraz akademickie pogrążyło się w głębokim żalu. W następstwie dramatycznego wypadku drogowego, do którego doszło na autostradzie A1, odszedł prof. dr hab. n. med. Marcin Kozakiewicz — ceniony lekarz, naukowiec i kierownik Kliniki Chirurgii Szczękowo-Twarzowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Do tragicznego zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę (24 maja 2026 roku) na odcinku autostrady A1 w kierunku Gdańska, w rejonie Tuszyna. Jak wynika z informacji przekazanych przez TVP3 Łódź, bezpośrednią przyczyną katastrofy było skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie jednego z kierowców, który wjechał na trasę szybkiego ruchu pod prąd.
CZYTAJ DALEJ

Komunikat diecezji sandomierskiej ws. zakończenia nabożeństw majowych na statku

2026-05-29 15:17

Diecezja sandomierska

Biskup Krzysztof Nitkiewicz podczas zakończenia nabożeństw majowych na statku

Biskup Krzysztof Nitkiewicz podczas zakończenia nabożeństw majowych na statku

Zbliża się czerwiec. To już ostatnie dni w tym roku, gdy w polskich kościołach, przy krzyżach i kapliczkach wierni modlą się wspólnie Litanią Loretańską. Corocznie w Sandomierzu 31. maja odbywa się nietypowe, uroczyste zakończenie nabożeństw majowych na... statku. Diecezja wydała jednak komunikat, że w tym roku "majówkowego" rejsu nie będzie.

Tradycyjnie na zakończenie nabożeństw majowych w Sandomierzu odbywa się rejs statkiem po Wiśle, w trakcie którego zgromadzeni odśpiewują Litanię Loretańską oraz pieśni Maryjne.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję